Żydzi z Jêb (Nowela)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Hanns Heinz Ewers
Tytuł Żydzi z Jêb
Pochodzenie Żydzi z Jêb
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „RENAISSANCE“
Drukarz Drukarnia nakładowa Swoboda i Sp. Wiedeń V.
Miejsce wyd. Warszawa Lwów Wiedeń New York
Tłumacz Makuszyński W.
Źródło Skany
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI (testowo)
Indeks stron
[ 29 ]
Żydzi z Jeb
[ 31 ]

Osiemdziesięciopięcioletni Jedonja, syn Gemarji, siedział przy zachodzie słońca na dachu domu swego, najwyższego w twierdzy granicznej. Łatwo stąd objąć mógł okiem fortecę, miasto i całą Słoniową Wyspę.

Dokoła jego domu stały domy żydowskich żołnierzy, których był pułkownikiem. Dziewięćset sześćdziesiąt wojowników — pozatem starcy i kobiety i dzieci.

Niżej, po stronie Nilu, mieszkał oddział Dargmana, charezmierczyka, który przybył z daleka. z Chiwy nad dolnym Oksusem. Komenderował wojownikami babilońskimi. Mur zaś po stronie miasta trzymał oddział fenicjan, pod rozkazami persa Hydaspesa.

Jedonja patrzył daleko poza mur. Tam stała pod lasem palm za miastem, schowana między [ 32 ]palmami i sykomorami, świątynia Chnuba, wielkiego Boga egipcjan o baraniej głowie. Widział, jak białe słupy się świeciły, widział między nimi kilku kapłanów, siedzących na schodach.

Nienawidził ich. Spojrzenie jego padło na pusztę miejsce przed domem jego. Tam stała przez stulecie, dumna i wysoka, świątynia Jahwy, Boga żydów. Nawet król perski Kambyzes, nie naruszył jej, gdy zdobył państwo egipcjan i zburzył wszystkie świątynie. Lecz teraz świątynia była zburzona, ani jeden kamień nie leżał już nad drugim.

Stało się to pięć lat temu. On, Jedonja, puścił się był wówczas wzdłuż Nilu, podejmując najazd na etjopijeżyków — z całem wojskiem z Jeb. Równocześnie zaś Arsames, namiestnik Egiptu, jechał na dwór drugiego Darjusza, do Susy, miasta perskiego. Z tej okazji skorzystali kapłani Chnuba — przekupili byli jenerała Widarnaga, perskiego komenderującego Słoniowej Wyspy. Ten i syn jego, Nefaja, który komenderował bliskiem miastem targowem, Syene, wtargnęli z żołnierzami egipskimi do nieobronionej wówczas twierdzy Jeb, splądrowali starą świątynię żydów i zrównali ją z ziemią.

Coprawda, gdy satrapa powrócił z wizyty swej u króla, rychło zrobił porządek. Kazał ściąć jenerałów Widarnaga i Nefaję, własnych ziomków swych, [ 33 ]i nadto niektórych kapłanów Chnuba — mięso ich zaś rzucono psom, ku wielkiej radości armji żydowskiej.

Arsames, namiestnik perski, był starym przyjacielem Jedonji. Wiedział, że mógł liczyć na żołnierzy żydowskich, jak na własnych ludzi — zarówno tu w twierdzy Jeb, która chroniła południe, jak w Migdolu, w Dafne, w Memfis i w Nof. Oddawali dobre usługi przy każdej rewolcie egipcjan przez całe stulecie panowania perskiego — i w tem nowem powstaniu przysłużyliby się należycie.

Arsames, satrapa, przebywał na Słoniowej Wyspie. Miał dokładne wiadomości o narodowym ruchu egipcjan, który mógł wybuchnąć lada chwila, znał też tego, który rozdmuchnął ogień: Amyrtajos, człowiek z Sais. Trzymał się gdzieś w ukryciu tu na południu — i tu musiała też wpierw wybuchnąć burza, która miała złamać panowanie perskie. Arsames czynił przygotowania swe, jeździł z jednego garnizonu do drugiego, oglądał wojska.

Obecnie był w Jeb, mieszkał w domu jenerała Artafernesa. Mógł lada chwila przybyć tu na górę, na dach Jedonji. A przecież nie na potężnego namiestnika Jedonja czekał. Wzrok jego, nie osłabiony przez wiek, śledził bieg Nilu, szukając barki. Padł na miernik Nilu, na studnię, okazującą nawrót [ 34 ]słońca. Barka musiała nadpłynąć prądem Nilu, wzdłuż małych wysp skalnych.

Miał wiadomość z Syeny — jeden z wielbłądowych jeźdźców jego przyniósł mu ją przed godziną. Tam już przybył człowiek, na którego czekał — posłaniec z Jerozolimy. Nareszcie będzie miał pewność —— nareszcie — wolną rękę — dla budowy świątyni. To czuł: jeśli tylko jeden kamień będzie stał dla Jahwy, Boga jego, nie potrzebował już więcej bać się egipcjan. I gdyby nawet grożące powstanie szalało po całym kraju, od Tebais aż do delty Nilu — jemu przecież nicby nie groziło.

Wyciągnął z olbrzymiego dzbana glinianego zwoje papyrusowe, które chciał pokazać namiestnikowi — cała korespondencja jego, tycząca się budowy świątyni. Uchwycił na chybił trafił kopję listu swego do Bagoasa, satrapy perskiego w Jerozolimie.

— „Do naszego pana Bagohi, baszy Judei — niewolnicy twoi, Jedonja i towarzysze jego, kapłani w twierdzy Jeb. Niech pana naszego Bóg niebios pozdrowi bardzo o każdej porze, i niechaj go obdarza łaską króla Darjusza i synów jego domu tysiąc razy bardziej niż teraz. I niech ci da długie życie — bądź szczęśliwym i zdrowym o każdym czasie.

[ 35 ]

A teraz mówią niewolnicy twoi Jedonja i towarzysze jego:

W miesiącu Tammuz w roku 14. króla Darjusza, gdy Arsames się oddalił i udał się do króla, kapłani Boga Chnuba w forcie Jeb uknuli spisek z Widarnagiem, który był tu komendantem. Mianowicie: żeby znieść świątynię Boga Jahu w twierdzy Jeb. Na to ów Wirdanag, psi syn, posłał rozkaz do syna swego Nefaji, który był pułkownikiem w fortecie Syene, w tych oto słowach: niech zburzą świątynię Boga Jahu w twierdzy Jeb bronią swą; wtargnęli do owej świątyni, zburzyli ją do szczętu; kamienne słupy, które tam były, potłukli. Potłukli też pięć olbrzymich bram, wybudowanych z kamieni; drzwi wyjęli, jakoteż spiżowe zawiasy. Dach z drzewa cedrowego, wszystkie naczynia, i wszystko, co tam jeszcze było, spalili ogniem; złote i srebrne czary i wszystkie rzeczy, które były w świątyni, zrabowali. Lecz jeszcze za czasów faraonów egipskich przodkowie nasi zbudowali świątynię tę w twierdzy Jeb. Gdy król Kambyzes szedł na Egipt, znalazł świątynię tę; zburzył wszystkie świątynie bogów egipskich, lecz tej świątyni nie naruszył. Od czasu, gdy się to stało, nosimy wraz z żonami naszemi i dziećmi szaty żałobne, pościmy i modlimy się do Jahu, Pana niebios. Mamy wiadomości o owym [ 36 ]Widrangu: psy zdarły okowy z nóg jego, wszystkie skarby, które zebrał, przepadły. Wszyscy ludzie zaś, którzy owej świątyni źle życzyli, również są zabici — mieliśmy uciechę, patrząc na nich.

Już dawniej, zaraz gdy to nieszczęście nam się zdarzyło, wysłaliśmy list do pana naszego, Bagohi, jakoteż do Jochanana, arcykapłana i do Rady jego, a jeden do Ostana, brata Hanani i do znakomitych żydów.

Ci atoli nie przysłali nam listu.

Teraz mówią niewolnicy twoi, Jedonja i towarzysze jego i wszyscy żydzi, mieszkance Jebu:

Jeżeli się podoba naszemu panu, to niechaj myśli o owej świątyni, by nam pozwolili odbudować ją. Przyślij nam list o świątyni Boga Jahu, by zbudować ją w twierdzy Jeb, tak jak była dawniej. Ofiary, kadzidło, całopalenie przynosić będziemy na ołtarz Boga Jahu w twojem imieniu. I będziemy się modlić za ciebie w każdym czasie, tak, jakoteż kobiety i dzieci i wszyscy żydzi, którzy tu są, jeżeli się postarasz o to, by ową świątynię odbudowano. Zaskarbisz sobie zasługę wobec Jahu — bardziej niż człowiek, który mu przynosi całopalenia i ofiary wartości tysiąca talentów.

A co do złota — to posłańcy nasi pomówią z tobą.

[ 37 ]

Donieśliśmy o całej sprawie także w liście do synów namiestnika Samarji, Sinubbalita, Delaji i Schelemji.

20. marcheswanu roku 17. króla Darjusza.“

Jedonja bar Gemarja czytał dość uważnie papyrus, który sam napisał. Potem wyszukał odpowiedź, którą przywiózł syn jego, Machseja, wysłany przezeń do Jerozolimy — protokół, który podał pod przysięgą po powrocie swym:

„Spisanie tego, co mu powiedział Bagohi i Delaja.

Dosłownie: masz mówić w Egipcie o świątyni Boga w niebie, która była zbudowana w twierdzy Jeb już przed czasem Kambyzesa i którą ów psi syn Widarnag zburzył w roku 14. króla Darjusza. Ma teraz być odbudowaną na dawnem swem miejscu. Ofiary i kadzidło mają być składane na ołtarzu, zupełnie tak samo jak dawniej.“

Wyjął podanie, które sam wysłał był do Arsamesa i jego odpowiedź, która na rozkaz króla dawała ostateczne pozwolenie na odbudowanie świątyni Jahwe — odpowiedź ta nadeszła już przed ośmiu miesiącami. Wówczas zwołał był Radę pułkowników i kapłanów.

Syna swego Machseja, Jozadaka, syna Natana, Szmachję, syna Chaggaja, Hoszeę, syna Jatoma [ 38 ]i drugiego Hoszeę, który był synem Natuna. Wszyscy głosowali za tem, by bezzwłocznie rozpocząć odbudowę. Pieniądze były już zebrane, każdy żyd dał na to dziesięć szekli. Pozatem Jedonja miał w ręku inny jeszcze skarb nietknięty, a zebrany przed kilku laty: dwanaście karszów siedem szekli dla Jahwy, a dla bogini jego Aszimy siedem karszów, dla Hanaty dwanaście karszów. On jeden, Jedonja bar Gemorja, głosował przeciw temu i przeparł wolę swą. Dom przodków jego stał w Jerozolimie; z pomocnemi oddziałami wojskowemi, które król Salomon nadesłał był Faraonowi w zamian za konie arabskie, przodek jego osiadł niegdyś na Wyspie Słoniowej. I aczkolwiek już stulecia od owego czasu minęły, aczkolwiek wskutek zaburzeń wojennych połączenie kolonji wojskowej z krajem rodzinnym często bardzo było luźnem — rodzina Jedonji nigdy nie zapomniała o Syonie i o szacunku dla arcykapłana świątyni w Jerozolimie. Tak tedy sankcja dla odbudowy świątyni, którą już miano, nie wystarczała dla starego Jedonji — ani basza Judei, ani namiestnik Egiptu, ani nawet potężny król perski, który panował nad całym światem, nie mógł tu wypowiedzieć ostatniego słowa. To było rzeczą Jerozolimy. Atoli żydzi Jebu napierali. Czterokrotnie już Jedonja wysyłał pisma do Jerozolimy: [ 39 ]do Jochanana, arcykapłana, do Ostanesa, przewodniczącego rady, do brata jego, Hananiego, potomka Dawida i do niejednego z znakomitych żydów — żaden nie odpowiedział. Bagoas, namiestnik perski Judei, odpowiedział był bezzwłocznie, podobnie Arsames w Memfis; a nawet sam król perski oznajmił był zgodę swą. A żydzi z Samarji, stary basza Sin-Uballit i synowie jego Szelemja i Delaja odrazu przyrzekli byli pomoc swą i dotrzymali przyrzeczenia swego, tak samo jak Assaf, syn Manassego, który był arcykapłanem na Garizim w Sichen.

Zapewne, wszystko to bardzo dużo kosztowało. Do samego Memfis trzeba było wysłać tysiąc korców jęczmienia dla pisarza Arsamesa; posłano złote i srebrne naczynia i niejeden szekiel do Samarji i Suzy. Ale czyż do Jerozolimy nie posyłano również podarunków, liczniejszych jeszcze i cenniejszych?

Żydzi w Jeb napierali. Od dnia zburzenia świątyni, od miesiąca Tammuz 14. roku króla Darjusza panowała żałoba. Noszono worki jako szaty żałobne, poszczono i nie pito wina. Nie namaszczano się olejem i nie dotykano się kobiet. Wszystko to miało się skończyć z chwilą, w którejby położono pierwszy kamień dla nowej świątyni.

Pozatem była inna jeszcze rzecz. Grdy wówczas wojownicy żydowscy wyruszyli byli do Etjopji, jeden [ 40 ]z pułkowników, Mahuzija, chory, pozostać musiał w Jeb. Był on jedynym żydem, który usiłował bronić świątyni Jahwy przeciw kapłanom Chnuba i zbójeckim ich bandom, i jedynym też, którego zabito. Żona jego, która bardzo go kochała, straciła zmysły, gdy go zamordowano w jej oczach — i od tego czasu żyła w obłąkaniu. Wołała ciągle: żaden żyd nie jest bezpiecznym w Jeb, póki się nie odbuduje świątyni Jahwy. Jeśli się to nie stanie, to będzie to końcem wszystkich żydów w Egipcie, oraz końcem panowania perskiego, które się nimi opiekuje.

Wojsko żydowskie wierzyło w słowa tej prorokini. A on, Jedonja bar Gramara, niemniej w nie wierzył.

A jednak wahał się był z miesiąca na miesiąc. Jeszcze w poranek owego dnia obaj Hoszeje byli u niego, błagali go, by rozpocząć odbudowę. Wiedziano dobrze, co się w kraju działo. Wiedziano, że każdej chwili wybuchnąć mogło powstanie, że Amyrtaios i zwolennicy jego objeżdżali kraj cały, podżegając lud przeciw najeźdźcom. I wiedziano doskonale, jak mało można było polegać na innych oddziałach żołdaczych.

Jedonja uspokoił ich. Dziś jeszcze, mówił, przybędzie posłaniec z Jerozolimy, przyniesie nareszcie zezwolenie arcykapłana — i w nocy jeszcze, w tej [ 41 ]samej nocy, położy się kamień węgielny do nowej świątyni.

Jedonja, syn Gemarji osiemdziesięcioletni, wyglądał daleko poza mury Jebu. Ponad palmy i sykomory Wyspy Słoniowej, wzdłuż Nilu aż do kataraktów. Wciągano tam łódź, puszczono ją z powrotem na wodę za kataraktami, rozwinięto czerwony żagiel. A wiatr wiał z północy.

Kroki na schodach. Czterech łuczników a z nimi pułkownik żydowski Szmahja. Donieśli: że przybywa namiestnik, Arsames. Przyjdzie tu na górę; Jedonja niechaj nie wychodzi na spotkanie jego, lecz niechaj go tu oczekuje.

Jedonja uśmiechnął się. To było podobne do tego persa! Był bliskim przyjacielem Darjusza, króla świata, sam panował nad wielkiem królestwem, a jednak obchodził się z nim jak z równym. Z nim, Jedonją, stojącym wszak tylko na czele małego oddziału żołnierzy — Arsames miał setki takich oddziałów w Egipcie a król perski w wielkiem państwie swem tysiące! Myślał o posłańcu z Jerozolimy, który nadpływał Nilem. Przez pięć lat pisał do rodaków swych w Judei — prosząc, błagając coraz usilniej. Syon nie zaszczycił go nawet odpowiedzią. Odtąd uśmiech jego stał się gorzkim.

[ 42 ]

Namiestnik Arsames przybył, wraz z nim inni naczelnicy fortecy Jeb: Dargman, komendant babilończyków, Hydaspes, wódz fenicjan, jenerałowie Nabukudurri i Artafernes, stojący na czele oddziałów mięszanych — złożonych z żydów, syryjczyków, babilończyków, a i z libijczyków i egipcjan. Jedonja skinął na jednego z żołnierzy, kazał przynieść wina w wielkich dzbanach, ciemnego, egipskiego wina i złocistego z Sidon. Pili, lecz Jedonja ne tknął szklanki.

„Jeszcze zawsze nie, stary?“, zapytał namiestnik.

„Może jutro — może tej nocy jeszcze“, odparł Jedonja. „Przybywa posłaniec, którego oczekuję z Jerozolimy.“

„Połóż nareszcie kamień do twej świątyni!“, zawołał babilończyk Nabukudurri. „Ta wiara wasza udzieliła się innym żołnierzom — wierzą jak wy: skoro tylko stać będzie jakaś Massebea lub Aszera, jakikolwiek słup kamienny lub pal przy świątyni waszej, wówczas czuć się będą bezpiecznymi przed egipcjanami.“

Mówiono o grożącem powstaniu; satrapa nie ukrywał obaw swych. Tu na południu, w Tebais, nasamprzód wybuchnie — to trzeba będzie odeprzeć [ 43 ]pierwsze natarcie. Arsames zwiedził był wszystkie załogi, przychodząc z północy, i po części mało był zadowolony — nie bardzo na nich można było polegać. Żołnierze murzyńscy, nubijski szczep Bedja, przyłączyliby się do zwycięscy; rozprószyliby się zaraz po pierwszem małem powodzeniu przeciwnika. Niepewnymi byli także wszyscy żołnierze greccy, karyjczycy, jończycy, a przedewszystkiem Szirdana. Co do libijskiej kasty wojskowej, która od stuleci kraj zamieszkiwała, to uchodziłoby to za rzecz pewną, że połączyłaby się z egipcjanami, by na wypadek powodzenia pokusić się znowu raz o zdobycie całej dla siebie władzy. Całkowicie polegać można było tylko na żołnierzach perskich — lecz oprócz kilkuset ludzi w Syene byli tylko poszczególni oficerowie w Tebais. A właśnie w Syenie sytuacja była krytyczna — tam fanatyczny Pia od miesięcy działał wśród wojska egipskiego. W samem Jeb rzecz lepiej wyglądała: żołnierzy żydowscy byli zupełnie pewni, a i fenicjanie, Syryjczycy i babilończycy zasługiwali na zaufanie. Pozatem było stu procarzy, których iranczyk Dargman przyprowadził z dalekiego kraju swego, oazy Charezm. W najbliższych dniach nadejść miały jeszcze posiłki, oddziały Iddinabu, Warizat i Artabanos, które przywieść mieli Nilem pewnych ludzi, persów i żydów.

[ 44 ]

Satrapa dawał wszystkie dyspozycje; powierzal wykonanie ich komendantowi Artafernesowi, który był naczelnikiem fortecy. Omawiano każdą bramę, każdą część murów miejskich; rozważano wszystkie możliwości. Jedonji powierzono Lwia Bramę; syn jego, pułkownik Machseja, z dwustu ludźmi udać się miał do kataraktów. Hydaspes z fenicjańskimi swymi marynarzami ochronić miał Nil, jeźdźcy Nabukudurriego mieli czuwać nad drogą do Syeny. Dargman miał —

Księżyc wszedł. Przybył adjutant namiestnika z wiadomością, że łódź jego gotowa. Na niej tej nocy jeszcze popłynąć miał do kataraktów, poniżej których leżał statek jego.

Jeszcze kielich wina fydońskiego wychylił satrapa. „Buduj świątynię awe, Jedonjo!“, upominał przy pożegnaniu. „Skoro się znowu zobaczymy, obyś był w szatach świątecznych i pił wraz z nami!“

Pożegnali się, Arsames nie pozwolił, by go stary odprowadził do Nilu. „Szczędź sił swych — i oby Bóg twój Jahwe chciał, byś nie potrzebował ich w tych dniach.“

Pułkownik Machseja, sam już pięćdziesięcioletni, odprowadził pana. Jedonja słuchał odgłosu ich kroków. Potem ujrzał ich znowu w wąskich ulicach, tu i ówdzie, otoczonych żołnierzami, niosącymi [ 45 ]pochodnie. Widział ich poza murami miasta, jak schdzili ku rzece, widział zwłaszcza Arsamesa, który przewyższał innych niemal o całą głowę.

Jedonja widział, jak doszli do brzegu, jak satrapa z ludźmi swymi wsiadł do łodzi. Lecz z tyłu widział drugą łódź, płynącą z trudnością pod górę przeciw prądowi.

Syn jego wrócił; śmiejąc się, potrząsał woreczkiem. „Oto co mi namiestnik dał dla ciebie, ojcze!“, zawołał. „Dziesięć karszów dla budowy świątyni! I drugich dziesięć karszów dla twego skarbu: cztery dla Hanaty, cztery dla Aszimy. cztery dla Jahwy!“

Stary nie odpowiedział, namyślał się głęboko. Oto ten satrapii był wielbicielem Mazdy. jak wszyscy persowie: modlił się do ognia. Jakież było imię proroka jego? Czy nie Zoroaster? — A jednak dał mu pieniądze na świątynię jego! Obdarzył po królewsku jego bóstwa!

A żydzi, bracia jego, nie zaszczycili go odpowiedzią, przez długich pięć lat! Dziś dopiero przybywał posłaniec ich —

Potem silnie potrząsł głową. Nie, nie chciał okazać żalu człowiekowi, którego oczekiwał. Cóż on, posłaniec temu był winien? I wszak miał nareszcie przynieść dobrą wiadomość, która tak była [ 46 ]potrzebną. Jedonja postanowił nie pytać go wcale o to, co było powodem tego przeciągania i wysuwania. Kłótnia jakaś, intryga, spór stronnictw — ach, wszak znał to od lat wielu z własnej gminy. Ostatecznie — w Jerozolimie w wielkich rozmiarach zapewne taksamo wszystko się odbywało — wszak i tam żyli tylko ludzie, żydzi, tak jak tu w Jeb i może taksamo kłócili się i spierali — o nic. Nie, nie chciał nic wiedzieć o tem wszystkiem! Z wdzięcznem sercem przyjąć chciał, co mu przysyłała matka Jerozolima i nie chciał się pytać, dlaczego tak późno. Posłańca jej zaś przyjąć chciał jak księcia, obdarzyć go jak samego króla, gdyby tu przybył: wszak był to człowiek z Jerozolimy.

„Weź ludzi z pochodniami“ zawołał do syna swego i wskazał ręką na noc księżycową. „Łódź Uriji niebawem przybije do lądu — przyjm go dobrze, człowieka, którego Pan nam przysyła. Zaprowadź go na górę, daj mu pokój córki swej Mibtachji, to najlepszy w domu. Posil go obficie jadłem i napojem — daj mu wina sydońskiego, które kupiłem dla namiestnika. Jeśli jest zbyt zmęczonym, połóż go do łóżka — w takim razie jutro z nim się rozmówię.“

I znowu Jedonja spoglądał na rzekę. Widział żołnierzy, niosących pochodnie, na ulicach i za murami, widział ich u brzegu. Widział łódź, która [ 47 ]z trudnością dobijała, słyszał okrzyki ludzi okrętowych.

Noc stała się chłodniejszą; stary Jedonja uczuł mróz, podniósł płaszcz swój i owinął się nim. Potem słyszał głosy na dole, na ulicy, poznał głos syna swego.

„Tędy, tędy panie, tu! Teraz jesteś u celu długiej swej podróży!“

Ah, oto przybył — posłaniec z Jerozolimy! Jedonja bar Gemarja modlił się, dziękował Jahwie, Bogowi Niebios. Ludzie z pochodniami tam na dole nie odchodzili, zostali przed domem. I słyszał, jak dokoła drzwi się otwierały, jak ludzie spieszyli na ulice, mężczyźni i kobiety. Przybył posłaniec z Jerozolimy — teraz koniec żałoby pięcioletniej! Jutro — może tej nocy jeszcze — położy się pierwszy kamień!

Jedonja czekał.

Teraz syn jego poprowadził obcego na górę — teraz gotowano dlań kąpiel. Ta kąpiel — jak długo potrwa? Teraz postawiono przed nim jadło i napoje — ah, posłaniec zdziwi się, że tu, na samych kresach państwa, można dostać wina fenicjańskiego, zupełnie jak w Jerozolimie, wina z Sidonu, z wielkiego domu Habdali ben Eljaton.

Usłyszał kroki na schodach wiodących na dach. Ciężkie kroki syna swego — znał je dobrze. A potem inne, lżejsze —

[ 48 ]

Nadchodził, człowiek z Jerozolimy!

Jedonja podniósł się, poszedł na spotkanie jego. Rozwarł ramiona swe, przycisnął go do siebie, pocałował go. Czy nie całował tym sposobem samego Syonu?

Syn jego powiedział mu imię: Jehiel, syn Obadji, z dziatwy Sefatji. Mąż z Betanji. Człowiek brodaty, rosły, młody jeszcze i smukły. Arcykapłan Jochanan go przysyłał i Wysoka Rada, której najmłodszym był członkiem.

Opowiadał o podróży swej, Bagoas i Arsames, namiestnicy Judei i Egiptu, wystawili mu papiery. I wszędzie urzędnicy perscy pomagali mu, oddawali mu do dyspozycji konie i wielbłądy, a także i okręt na Nilu. Dawali mu nocleg, ugaszczali go —

Pułkownik Machseja uśmiechnął się z zadowoleniem. „O tak, jesteśmy czemś — mój ojciec Jedonja i wojsko żydowskie w Jeb!“

Jedonja prosił obcego, by mu opowiadał, jak wygląda nowa świątynia, wybudowana przez Ezrę i Nehemjasza, kiedy żydzi wrócili z niewoli babilońskiej. Wiedział to wszystko dokładnie, syn jego Machseja musiał mu to opowiadać niezliczone razy a i pułkownik Hoszea, którego drugi raz wysłał był [ 49 ]do Judei. Lecz teraz pragnął usłyszeć to raz jeszcze z ust człowieka, który sam żył w Jerozolimie.

Jehiel bar Obadja opowiadał — opisywał dokładnie, jak świątynia wyglądała na zewnątrz a jak we wnętrzu. Tymczasem Machseja kazał przynieść świeży dzban, napełnił kubek złotem winem z Sidonu. Poseł wziął go. „Dlaczego wy nie pijecie?“, zapytał.

Jedonja odparł: „Od miesiąca Tammuz 14. roku króla Darjusza, od nieszczęsnego dnia, w którym egipcjanie świątynię naszą — “

„Wiem!“, przerwał mu Jehiel. „Nie pijecie i pościcie! Nie namaszczacie się i nie dotykacie waszych kobiet! Lecz teraz cieszcie się, stary arcykapłan i Wysoka Rada jerozolimska każą wam donieść, że żałoba wasza powinna się skończyć! Idźcie znowu do kobiet waszych, namaśćcie się olejem, ucztujcie i pijcie wedle woli! Napełnij czary, Machseja bar Jedonja, i pijcie obaj ze mną!“

Głos starego drżał: „Dziękuję ci“, szepnął, „dziękuję. — O, wiedziałem, że przyniesiesz zezwolenie na budowę świątyni“.

W tej chwili okrzyk przerwał ciszę nocną. Był to przeraźliwy głos kobiecy, odzywający się z pobliskiego dachu. Kobieta wołała:

„Oto co mówi Pan, Bóg Izraela: Odbudujcie świątynię mą, którą zburzyli egipcjanie. A skoro nie [ 50 ]usłuchacie i nie uczynicie tak, jak rozkazuję, to ręka ma ciężko na was spadnie i oddam was w ręce egipcjan.“

„Wielbłądy wasze będą zrabowane, a całe bydło wasze będzie rozprószone; ta wyspa stanie się legowiskiem smoków i wieczną pustynią.“

„Ostrzcie tylko strzały wasze i gotujcie tarcze! Pan obudził odwagę egipcjan, a myśli jego zwracają się przeciwko twierdzy Jeb, by ją zgubić.“

„Utwierdzajcie tylko chorągwie wasze na murach Jebu, ustawiajcie straże! Nie zważacie na rozkaz jego: tedy Pan napełni wody Nilu waszemi ciałami, jak gdyby były chrząszczami.“

„Rozbije On konie wasze i jeźdźców a okręty wasze i barki roztrzaska! Rozgruchota mężczyzn waszych i kobiety — dlatego, że nie słuchacie.“

„Byliśmy straceni, gdyśmy słyszeć musieli hańbę i gdy wstyd pokrył oblicze nasze — owego dnia, gdy obcy wtargnęli do świątnicy domu Pańskiego. Lecz teraz chcecie, by hańba wiecznie trwała — tedy Pan was ukara.“

„Patrzcie, oto nadszedł czas, mówi Pan, gdy w całym kraju jęczeć będą ranni śmiertelnie. Słychać wołanie w Jeb i wielkie biadanie w kraju egipcjan. Bo Pan burzy twierdzę Jeb i niszczy ją z takim [ 51 ]hałasem i wrzawą, że fale wielkiego strumienia szumią i szaleją.“

„Łuki wasze będą złamane, bohaterów waszych wezmą do niewoli. Mury wasze będą rozbite, a wysokie bramy ich ogniem spalone. Spłoną wasze składy zbożowe, a bydło wasze będzie uduszone. Miecz przyjdzie na mężczyzn i kobiety Jebu i na dzieci ich. Miecz przyjdzie na siłaczy ich, miecz na skarby wasze, tak, że będą zniszczone. Miecz przyjdzie na konie i wozy i na cały lud!“

„Wrzawa wojenna idzie przez kraj i rozpacz wielka. Bo twierdza Jeb będzie zgruchotaną dlatego, że się podniosła przeciw Panu. Trwoga, mogiła i sznur przyjdzie na ciebie, mężu z Jeb — tak mówi Pan.“

Jasny głos kobiecy wołał poprzez ciszę nocną. Gdy zamilkł, usłyszano hałas wielu zburzonych głosów, które odzywały się wszędzie po ulicach. Ponuro i w zamieszaniu, tak jak szumienie skaczących fal Nilu. A czasem, jak krzyki czapli, skrzeczące wołania kobiet.

„Co to jest?“, zapytał Jehiel.

„Żona Mahuzji“, odpowiedział Jedonja, „człowieka, którego zabito, gdy kapłani Chnuba zburzyli świątynię naszą. Szalona, opętana — lecz lud myśli, że to prorokini.“ Zwrócił się do syna: „Spiesz się, [ 52 ]Machseja! Poślij do niej Mibtachję, córkę swę — oto jedyna, której głos ją uspakaja.“

Pułkownik Machseja zwrócił się ku schodom, zeskoczył parę stopni. Lecz stary poszedł za nim. „Czekaj!“, zawołał za nim. „Ogłoś całemu ludowi, że przybył posłaniec z Jerozolimy! Przytocz imię jego i ród. Powiedz im, że przynosi radosną wiadomość z świętego miasta, ogłoś im, że w tej nocy kończy się wszelka żałoba. Zwołaj kapłanów i wszystkich pułkowników — niechaj będzie chwała Jahwie, panu wojsk niebieskich!“

Zwrócił się znowu do obcego. „Czekaj tylko, Jehielu bar Obadja, będziesz świadkiem radości i uniesienia ludu. Będziesz mógł opowiedzieć Wysokiej Radzie w Jerozolimie, jakie szczęście przyniosłeś temu miastu! Okażą ci już, jak są wdzięcznymi.“

Posłaniec z Judei był snać zakłopotanym. „Nie wiem, Jedonjo“, zaczął, „nie wiem — “

Lecz stary przerwał mu, śmiejąc się dobrodusznie. „Daj pokój, Jehielu“, rzekł, „rozumiem cię dobrze! Tyś tylko posłańcem, myślisz, ty nam tylko przynosisz radosną wiadomość, na którą daremnie czekaliśmy pięć lat. Zapewne, zapewne — pojmuję uczucia twe. Lecz musisz już przyjąć to wszystko. Tak, jak ja, tak i oni upatrują w tobie wszyscy męża [ 53 ]z Jerozolimy, ty im zastępujesz Syon. Przyjm tylko zaszczyty i podarunki, które ci przyniosą: w tobie czczą kraj ojców swych.

Jehiel otworzył usta, lecz wrzawa na ulicach przygłuszyła słowa jego. Wybuchła tuż pod domem Jedonji, poszła dalej ulicą, wzrosła na rogu, popuściła nieco, znowu urosła, rozbrzmiała na trzech, czterech miejscach odrazu, coraz głośniejsza i dziksza.

„Czy słyszysz, Jehielu?“, pytał Jedonja. „Teraz wiedzą, żeś przybył — wiedzą, co nam przynosisz!“ Zbliżył się do brzegu dachu, nachylił się. „Czy to ty, Jozadaku bar Natan? — Powiedz ludowi, by przyszedł na miejsce, gdzie stała świątynia nasza. Powiedz im, by wszystko przygotowali i potem cicho tam czekali: przybędę niebawem z mężem, którego przysłała Jerozolima. Wszyscy go zobaczą jeszcze nocy dzisiejszej, owego męża, który przyniósł nam zbawienie!“

Odstąpił od brzegu, zwrócił się znowu do obcego.

„Zobaczysz, Jehielu, jak się lud cieszyć będzie. I nietylko my żydzi i babilończycy, fenicjanie i syryjczycy — wszyscy wojownicy twierdzy i żony ich i dzieci. Wierzą jak my, że z świątynią Jahwy cała twierdza jest bezpieczną. Żaden egipcjan nie jest dla niej groźnym, skoro tylko jedna stoi Masseba.“

[ 54 ]

Twarz Jehiela nabrała ponurego wyrazu. „Masseba —“ zaczął.

Lecz stary przerwał mu. „Wiem już, wiem. Ani Masseby, ani Aszery! Rozbili je w świątyni jerozolimskiej już przed dwustu laty, wszystkie słupy kamienne i święte pale. Tak samo jak palili konie i powozy, które królowie Judei ustawili przed bramą świątyni dla boga słońca. Tak jak zburzyli ołtarzy Ahaza na dachu i Manassego w przedsionkach. Jesteśmy bardzo oddaleni od Jerozolimy, my żydzi z Jeb — lecz nie myśl, Jehielu, że wskutek tego jesteśmy mniej przywiązani do Jahwy. Pragnęlibyśmy tak jak wy, by kult jego był czystym — aczkolwiek wymaga to nieco czasu, by odzwyczaić pobożny lud od prastarych wierzeń. Jehielu, w nowej naszej świątyni nie będzie już też Nechusztana, świętego spiżowego męża. Wiemy, jak wy, że skrzydlate węże są serafimami, stojącymi jako straż przed tronem Jahwy.“

Obcy potrząsał głową. „Jedonja bar Gemarja“, rzekł poważnie, „posłuchaj mnie. W Jerozolimie stoi wielka świątynia Jahwe i ona jedynie — “

Lecz znowu przerwał mu Jedonja. „Powiesi nam to wszystko, bracie, skoro będziesz stał na dole przed ludem! Wszyscy chcieliby cię słyszeć, począwszy od naczelnika wojsk, aż do ostatniego [ 55 ]niewolnika. Nawet satrapa Arsames pytał się o ciebie. Był tu dziś wieczór, stał na tem samem miejscu, gdzie ty obecnie stoisz! Czy wiesz, Jehielu, co mi dał na pożegnanie? Dziesięć karszów dla budowy naszej świątyni! I jeszcze dwanaście karszów: cztery karsze dla Jahwy, i po cztery dla Hanaty i Aszimy, bogiń naszych.“

Wesół jak dziecko starzec podniósł woreczek i potrząsł nim w powietrzu.

Jehiel bar Obadja cofnął się o krok, skrzyżował ręce. Brwi jego ściągnęły się, usta się zacisnęły. Potem rzekł po hebrajsku: „Nie ma bogiń, ani Aszimy ani Hanaty.“

Stary nadstawił ucha. „Aszima i Hanat“, zaczął —

Lecz mąż z Judei nie dopuścił go do słowa, przerwał mu i mówił dalej. Jedonja słuchał cierpliwie, czasami tylko potrząsał głową. Pierwsze zdanie zrozumiał, odgadł je po części —— z tego, co posłaniec teraz mówił, nie pojmował ani jednego słowa. Wreszcie, gdy tamten zrobił małą przerwę, zauważył: „Dlaczego mówisz do mnie po hebrajsku? Nie rozumiem tego.“

„Jestto język ojców twych“, odparł Jehiel po aramejsku.

[ 56 ]

Jedonja ruszył ramionami. „Nie mówimy już tym językiem — już dziadkowie nasi zapomnieli go. Język aramejski jest językiem państwa, nawet do króla persów i do namiestników jego pisujemy w tym języku! I jakżebyśmy mieli porozumiewać się tu z babilończykami i fenicjanami, z persami, z syryjczykami i egipcjanami, gdybyśmy nie mieli języka aramejskiego?“

„Jesteśmy hebrajczykami“ rzekł Jehiel. „Mówimy po hebrajsku w Judei“.

Jedonja ruszał starą głową. „Tak, tak, wiem“, odparł, „syn mój opowiadał mi o tem, ale każdy tam rozumie także po aramejsku, tak samo jak my. I cokolwiek tam udajecie: własne wasze dzieci mówią już wyłącznie tym językiem i nie chcą już nic wiedzieć o hebrajszczyźnie! Czemu się opieracie? Aramejskie, to język ludów! Jeśli już Masseby, Aszery i Nechusztany wyrzucacie jak stare graty — czemu się tak trzymacie języka, który już nie żyje?“

„Nie przybyłem tu, Jedonjo“, odparł Jehiel, „by spierać się z tobą o języki. Chcemy mówić po hebrajsku, bo jest to mowa Jahwy — jego jedynie uznajemy, nie zaś bożków, jak Hanata i Aszima!“

Jedonja spojrzał nań chytrze, z pod dołu. Potem zawołał: „Powiedz no, Jehielu, gdzie to się urodziłeś — wszak mówiłeś, że — ?“

[ 57 ]

„W Betanji“, odrzekł Jehiel.

„Hm, hm!“, mruknął stary. „I mówisz po hebrajsku i wiesz dobrze, spodziewam się, co to znaczy! Bet — to świątynia! Bethanat —— to świątynia Hanaty! Od niej pochodzi nazwa miasta twego — od Hanaty, małżonki Jahwy!“

„Nie jestem odpowiedzialny“, odparł Jehiel, „za to, co się działo w dawnych czasach. Lecz powtarzam ci, Jedonjo, my żydzi dzisiejsi nie znamy już żadnych bogiń.

„Więc wypierasz się swojej wiary?“, zapytał stary. Lecz Jehiel nie odpowiedział mu.

„Chcę ci coś opowiedzieć“, mówił dalej Jedonja. „Działo się to, gdy dziad mój był jeszcze małym chłopięciem, tu, w tem mieście. Był on przytem, lecz byłby to może zapomniał, gdyby nie byli tego zawsze na nowo opowiadali starzy, gdy był młodym, a potem młodzi, gdy był starym. I ja sam, Jehielu! Wówczas uciekał przed królem babilończyków prorok Jeremjasz. I wraz z gromadą innych żydów uciekających przybył do Egiptu, a idąc wzdłuż Nilu aż do naszego miasta.

„Pokrzepiliśmy jego i wszystkich, którzy z nim byli, daliśmy im nocleg i odzież i jadło i napoje. Prorok Jeremjasz atoli mało okazał wdzięczności. Stanął przed naszą świątynią Jahwego i wołał głośno, [ 58 ]tak, że cały lud się zbiegł. A potem lżył żydów miasta naszego i groził im wszystkiemi karami niebios, dlatego, że przynosili ofiary i innym bogom i boginiom prócz Jahwy.“

„Wówczas odpowiedzieli Jeremjaszowi wszyscy mężczyźni: ,Nie chcemy cię słuchać! Jeno będziemy czynili, cośmy ślubowali, będziemy przynosili królowej niebios kadzidła i ofiary, tak, jakieśmy to czynili, my i ojcowie nasi, królowie nasi i urzędnicy w miastach Judei i na ulicach Jerozolimy — wówczas mogliśmy się najeść do syta, powodziło się nam i nie mieliśmy nieszczęścia! Lecz od kiedy żydzi przestali składać kadzidła i ofiary królowej niebios, od tego czasu cierpią niedostatek i giną od ognia i miecza.‘

„A kobiety wołały: ,Kadzimy królowej niebios i pieczemy dla niej ciasta i przynosimy jej w ofierze napoje — za wiedzą i wolą mężów naszych!‘

„Czy wiesz, Jehielu, co prorok uczynił? Przeklął mężczyzn naszych i kobiety. Oto co powiedział: ,Patrzcie, przysięgam na wielkie imię me, mówi Pan, będę czuwał nad żydami w Egipcie ku ich nieszczęściu. Kto z Judei jest w Egipcie, zginie od miecza i głodu! Faraona zaś, tak mówi Pan, króla w Egipcie, oddam w ręce wroga jego, króla w Babilonie, Nebukadnezara!‘

[ 59 ]

„Tak mówił prorok Jeremjasz i tak przepowiadał —— my żydzi w Jeb zaś i w Migdol i w Nof i w wszystkich miastach Egiptu składaliśmy nadal ofiary królowej niebios. A co się stało? Czy Farao wpadł w ręce Nebukadnezara? Czy zginęliśmy z głodu i od miecza babilończyków? Stała się rzecz wprost przeciwna! Król perski rozbił w proch Babilon! Król perski zlitował się nad żydami, uwolnił ludzi judejskich z niewoli babilońskiej, kazał im wrócić do Jerozolimy i pozwolił im odbudować świątynię swę. A król perski wybrał się przeciwko Egiptowi i podbił państwo! Wy w Judei, Jehielu, staliście się niewolnikami Babilonu, my zaś nad Nilem zostaliśmy wolnymi. A persowie są przyjaciółmi waszymi i naszymi i bronią nas.“

„Jeremjasz był fałszywym prorokiem! I dlatego właśnie, żeśmy go nie słuchali, tak jak wy w Judei, dlatego, żeśmy nie porzucili wiary naszych ojców — dlatego chronił nas Jahwe, król niebios.“

Jehiel, syn Obadji, tarł ręce swe. Cóż mógł odpowiedzieć temu staremu, który żył w czasach minionych? Przeklinał Wysoką Radę, która go tu posłała.

W końcu zapytał: „I cóż wy jeszcze wielbicie?“

„Moim Bogiem jest Jahwe“, odparł stary, „i wszyscy wierzą wraz ze mną, że On to jest wielkim, potężnym, wiecznym Bogiem żydów. Lecz lud [ 60 ]przynosi ofiary zastępom niebieskim na dachach, a w domu Terafimom, tak jak Rahela, żona Jakóba i król Dawid. Również i boga słońca czczą mężczyźni nasi, a kobiety nasze obchodzą święto żałobne, gdy umiera Tammuz, bóg wiosny!“

„Zgroza, zgroza!“, zawołał Jehiel. „Kapłani wasi są bałwochwalcami, zasługującymi na ukamieniowanie!“

Wówczas Jedonja wyprostował się: „Kapłani nasi, Jehielu, pochodzą ze szczepu Lewi, podobnie jak kapłani jerozolimscy! Mają błędy swe, gdyż są ludźmi, lecz mogą spokojnie stać obok tych, co żyją w świątyni syońskiej!“

„Jak to rozumiesz?“, zapytał Jehiel niepewnym głosem.

„Jesteś teraz oddalonym od Jerozolimy, Jehielu“, odparł Jedonja, „ale nie jesteś poza światem, będąc w Jeb. Wiemy co się dzieje w Jerozolimie! Dlatego nie powinieneś lżyć kapłanów naszych — żaden z nich nie jest mordercą! Lecz arcykapłan Jochanaan, syn Jojady, wnuk arcykapłana Eljaszita, zabił własnego brata, Jezusa, w samej świątyni! Bagoas, namiestnik Judei, pers, wielbiciel ognia, wtargnął pełen gniewu do świątyni — on, niewierny! A gdy żydzi tłumaczyli mu, jaką hańbę i jaki wstyd wyrządza tym sposobem ludowi, odparł: [ 61 ]że jest czystszym, aniżeli bratobójca, który sprawuje tu urząd jako arcykapłan! I naznaczył wam jako karę, że musicie płacić pięćdziesiąt drachm za każde jagnię, zarznięte przy ofiarach codziennych! — W naszej świątyni, Jehielu, nigdy pers nie żądał podatku od ofiary jako kary za morderstwo. I nigdy niewierny nie przestąpił progu jego. Powinieneś strzedz się, Jehielu, i nie mówić nic złego o naszych kapłanach.“

Na schodach, wiodących na dach, odezwały się kroki: Zjawił się mężczyzna w egipskim stroju i o egipskim kroju brody. „Dziadku“, zawołał, „posyła mnie syn twój, Machseja! Cały lud zebrał się na placu świątyni, czeka ciebie i posłańca z Jerozolimy!“

„Powiedz im, że zaraz przyjdziemy!“, wołał Jedonja za odchodzącym. Niech przygotują ofiary!“

Jehiel zapytał: „Egipcjanin? Czy i obcy biorą udział w waszej służbie Bożej?“

„Egipcjanin, tak!“, odparł stary. „Ashor, syn Zachona, budowniczy. Przeszedł na naszą wiarę, gdy poślubił Mibtachję, wnuczkę mą.“

„Nie powinniście dawać córek waszych obcym za żony“, zawołał Jehiel, „ani pozwolić na to, by synowie wasi obierali sobie obce żony! Czy nie wiesz, [ 62 ]że prorok Ezra wypędził wszystkie obce kobiety z świętego miasta? Wszyscy niewierni są nieczystymi — nie powinniście się ich dotykać“.

„Wszystkie, Jehielu, wszystkie?“, odparł stary. „Czy naprawdę myślą tak w Jerozolimie? Syn mój Machseja przyniósł mi stamtąd pieśń — napisał ją Jezajasz, również prorok — i do tego większy i prawdziwszy, niż twój Ezra i Jeremjasz! Daliśmy ją przetłumaczyć na perskie, i posłańcy moi zawieźli ją do Suzy, do stolicy perskiej, gdyśmy podali prośbę o budowę świątyni. Jako dar wszystkich żydów dla króla. W pieśni tej Jezajasz wita króla Koresa, persa, niewiernego, wielbiciela Mazdy — jego wita jako mesjasza żydów! Czy nie znasz pieśni tej, Jehielu bar Obadja?“ Posłuchaj:

„Tak mówi Pan do Koresa, pomazańca swego: „Biorę prawą rękę twą, by poddać pogan władzy Twej! Chcę pójść przed tobą i zrównać góry dla ciebie, rozbiję spiżowe bramy i złamię zapory żelazne! Bo ja Pan, Bóg Izraela, nazwałem cię po imieniu twem, dla Jakóba, sługi mego, i dla Izraela, mego wybrańca. Kazałem ci powstać w sprawiedliwości i wyrównam wszystkie drogi twe. Z tobą jest Bóg — a ty zaiste, jesteś Bogiem ukrytym, ty jesteś Bogiem Izraela, jesteś zbawicielem!

[ 63 ]

„Czy mam ci jeszcze coś powiedzieć, Jehielu, bar Obadja? — Jakżeż mielibyśmy wypędzić z domu naszego obcych, którzy wierzą w to, co my, jeśli wielki Jezajasz króla Koresa, zwolennika Zoroastra, wielbiciela ognia, zowie naszym Bogiem i zbawicielem?“

Jehiel zagryzł wargi. Musiał nareszcie wypowiedzieć gorzką wiadomość, którą przyniósł dla starego, lecz nie wiedział, jak się do tego zabrać. „Słuchaj, Jedonjo“, rozpoczął, „niejedno się zmieniło w kraju żydów. Księga ustaw naszych — “

Lecz znowu przerwał mu stary. „Przyjęliśmy ją. Podsunęliście ją Mojżeszowi — to mnie dziwi, gdyż imię jego jest egipskie, a nie hebrajskie! Nie odrazu zdobyła sobie tu uznanie — trwało to pokolenia całe, aż się do niej przyzwyczajono w naszych kolonjach egipskich. Lecz przyjęliśmy ją — powiedziałem ci już, że w nowej naszej świątyni nie będzie ani skrzydlatych wężów, ani Masseb, ani Aszer.“

„Zakon stał się większym i surowszym“, ciągnął dalej Jehiel. „Ezra przyniósł nowy zakon z Babilonji“.

„Syn mój opowiadał o tem“, odparł Jedonja, „dowiadywał się dokładnie u ludzi w Judei i w Samarji. Nowy zakon — i ten również ogłoszony pod imieniem Mojżesza, urodzonego tu nad naszym [ 64 ]Nilem! Czy wiesz, Jehielu — to ciasny zakon, nigdyby dziecko tego potężnego strumienia nie było go wymyśliło. Nie wiele jeszcze o nim wiem — ale wiem to jedno, że jestto zakon niewoli. Wolni żydzi w Judei i Samarji, ci którzy zostali w kraju i których nie zasłano do niewoli, nie mogą się z nim zaprzyjaźnić!“

„Nie mów o samarytanach“, odparł Jehiel, „nienawidzimy ich bardziej, aniżeli niewiernych!“

Jedonja rzekł: „Dla nas są oni żydami, tak jak ludzie z Judei. Wzbogaciliście się bardzo w Babilonji mimo całej niewoli, tak że Ezra i przedniejsi mogli u Artakserksesa, króla perskiego, kupić wielki ferman, który pozwolił im wrócić do Jerozolimy i dał im władzę ogłoszenia nowego zakonu. A jednak — nie Ezra zdołał przeprowadzić to, że uznano nowy zakon w kraju żydów. Udało się to dopiero przyjacielowi jego, Nehemji, który był podczaszym u dworu króla perskiego — on to przybył, on rzecz przeprowadził — przeciw woli ludu. Niechaj będzie, jak jest — nie będę spierał się z tobą, Jehielu! Jeśli taka jest teraz ustawa — zastosujemy się do niej. Jeśli są jakieś przepisy nowe, zapoznaj nas z niemi. Nie możemy przeprzeć gwałtem wielkich zmian, nie z dnia na dzień — musi się to dziać powoli i stopniowo w naszych miastach egipskich. [ 65 ]Zrozumiesz to, Jehielu! Jednak spełnimy ustawę: świątynia nasza w Jeb w niczem ustępować nie będzie jerozolimskiej. Powiesz mi wszystko, bracie, ja sam spiszę to na nowych zwojach papyrusowych. Jutro w ciągu dnia! — Lecz teraz chodź, lud niecierpliwi się. Czekali pięć lat na położenie kamienia węgielnego dla nowej świątyni — nie daj im czekać dłużej jeszcze.“

Obrócił się, by odejść, uchwycił rękę Jehiela. Lecz ten uwolnił się, rzekł szybko: „Nie mogę iść z tobą, Jedonjo!“

Stary przeląkł się. „Co ci jest? Czy czujesz się chorym? Czy podróż — “

„Nie! Nie!“, zawołał człowiek z Jerozolimy. „Nie mogę iść z tobą, bo — bo — “ Szukał słów, podniósł ręce, spuścił je znowu. „Słuchaj mnie, stary“, ciągnął dalej. „Arcykapłan i Rada Jerozolimy zabraniają wam, odbudować świątynię waszą!“ Odetchnął, jakby zbawiony — nareszcie wypowiedział, co mu było polecone.

Stary chwycił się za głowę. Zachwiał się, zatoczył, oparł się o brzeg dachu, by nie upaść.

„Co?“, wybełkotał. „Coś ty powiedział?“

Jehiel nie odpowiadał. Milczenie — z dołu słyszano głos, dochodzący z placu świątyni. Ktoś tam [ 66 ]przemawiał — słyszano wśród nocy ostatnie jego słowa:

„— — położyć pierwszy kamień tej jeszcze nocy! A w krótkim czasie świątynia nasza będzie tu stała — większa, wspanialsza niż dawniej! Chwała Jahwie, Panu zastępów niebieskich!“

A tłum podjął te słowa, krzyczał i radował się.

Jedonja drżał. „Coś ty powiedział?“, powtórzył. Potem zastanowił się. „Nie — nie — to niemożliwe — tego nie mogłeś powiedzieć! Jakiś demon szepnął mi te słowa do uszu!“ Zaśmiał się, ciągnął dalej: „Staję się bardzo starym, dziecinnym! Myślałem właśnie, że — Ale wszak to głupstwa! Przypominam sobie dobrze, powiedziałeś mnie i synowi memu, że żałoba nasza skończona! Że powinniśmy pić i ucztować —“

„Tak, to powiedziałem“, przerwał mu Jehiel, „oto orędzie arcykapłana i Rady: Zakończcie żałobę swą! Ucztujcie i pijcie wino! Złóżcie szaty żałobne! Używajcie znowu maści i odwiedzajcie żony wasze! Ale, Jedonjo — świątyni waszej nie wolno wam już odbudować!“

Jedonja patrzył nań nieruchomy. Potem nagle wywrócił się — jak wół egipski, któremu kamienna maczuga rzeźnika rozbiła czaszkę. Jehiel przyskoczył doń, podniósł go, poprowadził go do ławki.

[ 67 ]

„Nie mogę tego zmienić, stary“, rzekł, „jestem tylko posłańcem, muszę donieść, co mi polecono“.

Stary potrząsnął głową, otarł silny pot, spływający mu z skroni.

„Dlaczego?“, zaczął. „Dlaczego? Czy dlatego, że przy dawnej naszej świątyni stały słupy kamienne i święte pale? Że przynosiliśmy ofiary dla Tammuza i dla Boga słońca, dla Hanaty i dla Aszimy? — Przysięgam ci na życie me, na życie dzieci mych i wnuków i prawnuków, nie uczynimy tego już, jeśli Jerozolima tego wymaga! Zabierzcie nam Tammuza — zabierzcie Hanatę — lecz zostawcie nam Jahwę!“

Człowiek z Jerozolimy nie odpowiedział.

„Nie mówisz chyba na serjo“, ciągnął stary. „Posłaliśmy dużo podarunków do Jerozolimy, złote monety, srebrne i złote czary i kielichy — wszystkoście wzięli. Poślemy wam jeszcze trzy razy więcej! Jeśliśmy popełnili błędy, jeśliśmy wykroczyli przeciw nowemu zakonowi, któregośmy nie znali, nałóżcie nam pokutę! Spełnimy ją wiernie! Król perski dał wam pełnomocnictwo nad Judeą i Jerozolimą i wszystkimi żydami — ustanowił was sędzią nad każdym żydem, który nie stosuje się do przykazań Boga i do przepisów króla — tak tedy wasza ustawa jest ustawą Boga, tak jak ustawą króla. Więc sądźcie! Lecz król sam i namiestnicy jego dali [ 68 ]nam pozwolenie na budowę świątyni naszej — dlaczego wy go nam odmawiacie?“

Trzech ludzi pędziło schodami na górę, dwóch wojowników babilońskich i pułkownik perski.

„Artafernes mnie posyła!“, zawołał. „Mamy wiadomość, że żołnierze egipscy za miastem wyszli z kwatery swej. Zamordowali oficerów swych i zbierają się w lesie palmowym przy świątyni Chnuba. Masz bezzwłocznie zwołać ludzi swych i obsadzić silnie bramę swę i mur. Syn twój, Machseja, ma się trzymać na pogotowiu z dwustoma ludźmi; przed świtem ma się udać do kataraktów, obsadzić wyspy skalne, poświęcone boginiom egipskim Satis i Anubis.“

Jedonja wyprostował się: „Powiedz jenerałowi, pułkowniku Hornufis, że rozkazy jego będą spełnione.“

Pułkownik już miał odejść. „Każe ci też powiedzieć, Jedonjo“, zawołał jeszcze, „byś bezzwłocznie położył kamień węgielny świątyni swej. Żołnierze fenicjańscy i babilońscy podzielają trwogę waszą — połóż kamień, to im natychmiast doda otuchy!“ Wielkiemi skokami pobiegł schodami na dół.

Znowu zwrócił się Jedonja do człowieka z Jerozolimy. „Czy słyszysz, Jehielu“, rzekł, „czy [ 69 ]słyszysz? Cały lud w Jeb, żydzi i niewierni, wierzą silnie w proroctwa żony Mahuzji! Walczą tylko z połową odwagi, będziemy jak dzieci przed mieczem egipcjan, jeśli nie postawimy kamienia węgielnego dla świątyni Jahwy!“

Jehiel kręcił powoli głową. „Nie mogę ci pomóc, Jedonjo! Zakon ustanawia — a nie jest to zakon Ezry, lecz stary zakon, udoskonalony tylko przezeń — ten ustanawia, że w Jerozolimie tylko, tylko w samem świętem mieście Jahwe ma siedzibę swą. Tam tylko stać może świątynia, tam tylko ołtarz ofiarny.“

„Gdyśmy opuścili Judeę“, szepnął Jedonja, wówczas na każdem wzgórzu i pod każdem drzewem zielonem stała świątynia jego lub jego ołtarz!“ Potem zastanowił się, głos jego wzmocnił się: „Lecz Jezajasz, największy prorok nasz, powiedział: ,Pięć miast w Egipcie będzie mówiło mową Kanaanu i będzie przysięgało na Jahwę, Pana zastępów niebieskich. Ołtarz Jahwy stać będzie na środku Egiptu — to będzie znakiem i świadectwem dla Jahwy w Egipcie: jeśli ciemiężeni wołać będą do Jahwy, wówczas poślę im zbawcę, który będzie walczył za nich i uwolni ich!‘ — Tak mówił wielki prorok Jezajasz dawno po owej ustawie! A czy to, co powiedział, nie jest prawdziwem? Ciemięscy stoją przed bramą, a my wołamy [ 70 ]do Jahwy! I zbawca zbliża się już Nilem — Artabanos, którego namiestnik przysyła nam na pomoc z licznem wojskiem — ten będzie walczył za nas i ocali nas, skoro tylko stanie pierwszy kamień świątyni Jahwe!“

Jehiel odparł: „Prorocy nie są odpowiedzialnymi — nie jestem sędzią ich, który wyrokuje, czy mówią prawdziwie, czy mylnie. Wiem, że stary zakon nigdy ściśle nie był przeprowadzonym — lecz dziś stosujemy się doń, od dni Ezry i Nehemjasza! W imieniu tego zakonu zaś stoję tu przed tobą, Jedonjo, w imieniu arcykapłana i Rady Jerozolimy, sędzi twych, których Jahwe sam i król perski ustanowili nad tobą. W ich imieniu zakazuję ci budować świątynię!“

Z daleka z poza murów twierdzy, z lasu palmowego i z sykomor, otaczających świątynię Chnuba, słyszano niewyraźny hałas. Potem wrzawę, uderzanie bronią, tarczami i oszczepami. Tuż potem odezwały się okrzyki od Lwiej Bramy i rozbrzmiewały dalej wśród ulic. Jedonja przystąpił do brzegu dachu, rozglądnął się, widział mężczyzn i kobiety, śpieszących przez ulice w rozburzeniu. Poznał pułkownika swego Hoszeę, zawołał go, kazał mu bezzwłocznie zwołać wszystkich żołnierzy. Potem klasnął trzy razy [ 71 ]w ręce, polecił niewolnikowi, który popędził w górę, by mu przyniósł rynsztunek.

Głos syna jego znowu go przywołał na brzeg dachu. „Egipcjanie przyłapali łódź“, wołał głos ten, „łódź, którą przysłał namiestnik. Lecz jeden z marynarzy fenicjańskich zdołał uciec; właśnie przeszedł przez Lwią Bramę! Przynosi wiadomość, że król umarł.

„Król umarł!“, szepnął Jedonja, „nasz pan, nasz opiekun, król Darjusz umarł!“

„Na Jahwę, Pana zastępów niebieskich, ojcze“, wołał dalej głos Machseji, „nie zwlekaj dłużej, połóż kamień węgielny. Buntownicy egipscy wiedzą o śmierci króla, czy nie słyszysz radosnych ich krzyków z świątyni Chnuba? Skorzystają z zamętu, zaatakują nas tej nocy jeszcze! Błagam cię, ojcze, zejdź na dół z człowiekiem z Jerozolimy, połóż kamień węgielny dla Jahwy, Boga naszego, który chroni miasto przed wszystkimi wrogami.“

Raz jeszcze Jedonja zwrócił się do Jehiela. „Czy możesz się wahać jeszcze?“, zawołał. Mówisz, że stoisz przedemną w zastępstwie arcykapłana i Wysokiej Rady Jerozolimy! Działaj więc w ich imieniu! Czy sądzisz, że oni by się wahali w tej chwili? Gdy wrócisz, opisz im, co tu widziałeś — sam Jahwe z ciebie przemówi! Zrozumieją to, zgodzą się na to, [ 72 ]co uczyniłeś. Bądź zbawicielem, o którym mówił Jezajasz: pozwolenie do budowy świątyni!“

Lecz Jehiel bar Obadja nie dał się wzruszyć. „Nie ja — ustawa zadecydowała!", odparł.

Jedonja uchwycił rękę jego. „Czyż nie widzisz, co to znaczy?“, krzyknął. „Syene zupełnie niepewna, może już w tej chwili jest w rękach egipcjan. Skoro twierdza nasza padnie, cała Tebais będzie w mocy wrogów! Śmierć króla potęguje siły ich — zrzucą jarzmo persów i zawładną całym Egiptem! To oznacza śmierć wszystkich persów — a równocześnie wszystkich żydów! Czy słyszysz, Jehielu, wszystkich, wszystkich mężczyzn i kobiet i dzieci! I moją śmierć, Jehielu i twoją! I grecy powstaną, którzy nienawidzą persów od czasów Kserksesa! Tu w Egipcie i w Jonji i w Lidji. Rozbijają państwo Persów, a wraz z niem zburzą Judeę i Jerozolimę! Daj pozwolenie — ocal to miasto, a wraz z niem własny kraj swój! Chodź ze mną, Jehielu, połóżmy kamień!“

Jehiel bar Obadja potrząsł głową.

„Ustawa tego zabrania!", odparł.

Nanowo wrzawa się odezwała, tym razem tuż pod domem. „Jedonjo“, wołali żydzi, „Jedonjo bar Gemarja! Naczelniku! Jedonjo! Zejdź! Śpiesz się! Połóż kamień węgielny świątyni!“

[ 73 ]

Milcząc spoglądał Jedonja na obcego. Bez słowa, niemy błagał go po raz ostatni. Lecz oko Jehiela odwróciło się.

Wtedy starzec zbliżył się do brzegu dachu. „Milczcie“, zawołał, „milczcie wszyscy! Ja, Jedonja, naczelnik wasz, chcę do was przemówić. Słuchajcie mnie, żydzi z Jeb! Oto ten człowiek, posłaniec z Jerozolimy, Jehiel bar Obadja, z szczepu Sefatja, z Betanji, ten człowiek przybył do nas, posłany przez arcykapłana i przez Radę Jerozolimy. I w imieniu arcykapłana i Rady świętego miasta i w imieniu ustawy ogłasza nam, że nie powinniśmy więcej smucić się zburzeniem świątyni naszej. Mamy włożyć szaty świąteczne, powiada, mamy namaścić się i pić i ucztować i pójść do kobiet naszych! Oto rozkaz sędziów naszych, arcykapłana i Wysokiej Rady w imieniu ustawy! Ale, powiada: świątyni naszej nie wolno nam odbudować i nie wolno nam kłaść kamienia węgielnego do naszej świątyni! Bo taką jest nowa ustawa żydów: tylko w samej Jerozolimie może stać świątynia Jahwy i tylko tam ołtarz jego — zresztą nigdzie w świecie — dlatego że kapłani Chnuba zburzyli świątynię naszą — dlatego właśnie mamy się teraz radować, powiada — gdyż to był występek wobec ustawy! I ustawa żydów w Jerozolimie zabrania wam wszystkich bogów — nie wolno wam [ 74 ]modlić się do boga słońca na dachach, ani do Terafim w domach! Ani do Aszimy, ani do Tammuza, boga wiosny — ani do Hanaty Jahwy! Tylko do Jahwy samego wolno wam modlić się — tak każe ustawa. Ale świątyni jednak wznieść mu wam nie wolno, ani zbudować ołtarza — i nie wolno wam przynosić mu ofiar, ani kadzideł, ani jadła, ani całopalenia! Bo wolno tylko tym żydom i tym kapłanom, którzy mieszkają w Jerozolimie. Tak każe ustawa!“

∗             ∗

Amyrtajos, który potem został faraonem, sam poprowadził egipcjan pod mury Jebu. Pia, syn Espemuta, nadszedł z Syeny; zabił pułkownika żydowskiego Kwonję i jego secinę. Wszyscy żołnierzy greccy i libijscy przeszli na stronę egipcjan, potem i fenicjanie. Dargman, który prowadził oddział babilończyków, trzymał ich silnie w ręku; nie przeszli do przeciwnika. Lecz opór ich był słabym, podobnie jak opór żydów —

Każdy znał słowa prorokini, żony Mahuzji, słowa, które tak często wołała po ulicach:

„Byliśmy straceni, owego dnia, gdy obcy wtargnęli do świątnicy domu Pańskiego. A skoro hańba dalej trwać będzie — wówczas Pan ukara was! Nie zważacie na rozkaz jego — tedy pan napełni strumień Nilu ciałami waszemi — one zaśpiewają piosenkę!

[ 75 ]

„Patrzcie, oto nadszedł czas, gdy w całym kraju jęczeć mają ranni śmiertelnie. Słychać wołanie w Jeb i wielkie biadanie w kraju egipcjan. Pan burzy twierdzę Jeb — miecz przyjdzie na mężczyzn i kobiety Jebu i na dzieci ich. Miecz przyjdzie na konie i wozy i na cały lud!

„Bo twierdza Jeb będzie zgruchotaną dlatego, że się podniosła przeciw Panu. Trwoga, mogiła i sznur przyjdzie na was — tak mówi Pan.“

Każdy znał słowa te — każdy wiedział, że ów dzień teraz nadszedł. Jakżeż tu walczyć?

Tylko procarze irańczyka Dargmana, owych stu pogan z oazy Charezm, mężny stawiali opór. Nie rozumieli, co inni mówili, znali tylko dziki język swój z nad Oksusa. Zabito ich, każdego z osobna i rzucono ciała ich do Nilu.

I wszystkich persów zgładzono, którzy byli w twierdzy. I żydów. Wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci. Koło Bramy Słoniowej padł osiemdziesięcioletni Jedonja, syn Gemarji; trupem padł na trupa syna swego Machseji.

Atoli męża wnuczki jego, Ashora, syna Zachona, budowniczego egipskiego, schwytali. Ukrzyżowali go.



#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1929. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1953 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1929 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1929 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false