Głos szlachecki o elekcji

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lechoń
Tytuł Głos szlachecki o elekcji
Pochodzenie Rzeczpospolita Babińska, cykl Królewsko-Polski Kabaret
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis“
Drukarz Straszewiczowie
Miejsce wyd. Warszawa, Lwów, Poznań, Toruń
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały zbiór
Indeks stron

[ 36 ]GŁOS SZLACHECKI O ELEKCJI



Tron Jagiellonów jest dzisiaj do wzięcia,
Choć dzwon nie bije z katedry krakowskiej —
Może już śmiało Wojciech Rostworowski
Do Europy pojechać po księcia.

Wieda czy Żyda Erzbischof Kakowski
Ostatnim w Polsce olejem namaści:
Cześć Ci i chwała, Steczkowski! To Waści
Jest dyplomacji rezultat łotrowski.

Piastowski szczerbiec niemieckie nam xiąże
Do swego boku przypasze w katedrze,
Przed tron krzyżacka hołota się wedrze —
Co oni zwiążą, i Bóg nie rozwiąże.

Że ktoś tam kiedyś był sobie poczciwcem,
Grzmot go okrzyków w Warszawie przywita;
Chociaż nas Niemiec o zdanie nie pyta,
...Takiego pana nie wpuściłbym... żywcem.

I chociaż tylko Studnicki w tem cel ma,
Prinz August Wilhelm też myśli o tronie —
Jużeśmy mieli Augustów w koronie,
Więc drwię z Augusta, lecz nie chcę... Wilhelma.

Bo wszędzie widzę podstępy zdradzieckie
I bułgarskiegobym przeklął Cyryla —
Ojczyzno moja! Ostatnia to chwila:
Wpierw Cyryl, potem Metody... niemieckie.


[ 37 ]

W gronostajowe ubiorą nas suknie,
A dym kadzideł tę prawdę nam zaćmi,
Że się nam w Prusach znęcają nad braćmi
I będą znęcać, dopóki nie huknie

Na samym środku Warszawy z tysięcy
Piersi wezbranych dynamit wołania:
„Nie chcemy króla! Od jednych Poznania,
Od drugich chcemy Krakowa! Nic więcej“.

To polityki wskazaniem jest bystrem:
Gdy mieć nie będziem bałtyckich wybrzeży,
I pan Świeżyński nam nic nie odświeży,
I pan Bądzyński, choć będzie... ministrem.





Wiersz ten powstał w sierpniu roku 1918, kiedy, jak zwykłe na jesieni — wraz z likwidacją nieudanych na Zachodzie ataków szykowali się Niemcy do nowych podarków dla Połski. Po wszechnicy, niepodległości i regentach, chciano wziąć Polskę na nową uroczystość, ku czemu przygotowywano już podobno klasztor jasnogórski, aby go najnowszym wsławić cudem. Pominąwszy niedorzeczny pomysł zaciągania na improwizowany polski stolec aż bułgarskiego majestatu i kandydaturę xięcia Augusta Wilhelma, którą ten, jako szanujący się xiąże, odrzucił — miano zaatakować nieśmiertelną tromtadrację polską od strony Żywca, licząc widać, że nie trudno będzie odurzyć ją zapachem habsburskim, cudownie pomieszanym z wonią pól, łąk i lasów Zachodniej Galicji.

Można sobie wyobrazić, ile spodziewał się po tym pomyśle hrabia Wojciech Roztworowski, milimetrowy Bismark polskiego monarchizmu, skoro się zważy, że przy królewskim dworze nie trudno o szambelaństwo, o koniuszowstwo, albo o godność łowiecką.

Sam Zdzisław Lubomirski marzył pewno o tem nieraz, zarabiając na chleb powszedni regentowaniem przy generał-gubernatorze.




#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1929. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1953 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1929 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1929 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false