Wiersz o złej żonie

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lechoń
Tytuł Wiersz o złej żonie
Pochodzenie Rzeczpospolita Babińska, cykl Facecje Republikańskie
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis“
Drukarz Straszewiczowie
Miejsce wyd. Warszawa, Lwów, Poznań, Toruń
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały zbiór
Indeks stron

[ 73 ]WIERSZ O ZŁEJ ŻONIE

„Prof.“ Strońskiemu

Jak biedna Polska Polską, od królowej Bony,
Jeszcze nigdy mąż zacny nie miał takiej żony:
Wszędobylskiej, szastalskiej, jak przekupka kłótnej,
Nudzi cię, kiedyś wesół, męczy, kiedyś smutny,
Jeżeli co zamknięte — to każe otworzyć,
Dziw, że takich lat pięknych mógł mąż przy niej dożyć, —
I myślę, że napewno, jak Paryż Paryżem,
Jeszcze takiej nie widział, jak ta: — z „Białym Krzyżem“.

Nie dość było hotelu, służby w pałąk zgiętej,
Wszystkich księży z Warszawy, całej Zyty świętej,
Ba, samej Kotarbińskiej Lucyny poddaństwa —
To dla niej fraszka! Ona Naczelnika Państwa
I stany sejmujące i ministrów w kupie
Za nic ma. Kręci Polską, niby łyżką w zupie.
Nic, że klucze zabrano, we drzwiach niema klamek,
Każe przynieść wytrychy, a wejdzie na Zamek,
Myślicie, na tern koniec? Trzaśnie w kark małżonka
I którędy królowa Anna Jagiellonka,
Sunie ona — a za nią i On skromnie bieży;
„Módlcie się“ — woła „Kurjer" — „białym krzyżem leży“.

Na całym świecie niema tak wielkiej potęgi,
Coby mogła ją wstrzymać od „przecięcia wstęgi“:
Na rybacką, strażacką, warzywną czy rolną,
Gna na każdą wystawę, gdy ma chwilkę wolną:
Gdy chora, z wszystkich aptek sprowadzi lekarstwa,
Łodzią z „Wumu“ przejeżdża na „Sto lat malarstwa“ —
Źle, prawda, gdy się komu nie chce w pracy ślęczyć,
Lecz ta — wstaje o szóstej, aby naród męczyć.


[ 74 ]

To wstyd, to despekt! hańba! U samiutkiej góry
Wszystko dzisiaj jest w rękach, co macały kury:
Politykę, oświatę, jak chce sobie smaży,
Niedługo będzie biła ministrów po twarzy,
Głowę dam sobie uciąć, niech się w palec zatnę,
Jeśli robót publicznych nie zmieni w prywatne.
Nie wie nawet, gdzie Cieszyn, ledwo, ledwo mnoży,
Ala zato popatrzcie, gdy zasiądzie w loży:
Chciałbym widzieć orkiestrę, co nie wyrżnie tuszem,
Takiego, co nie będzie machał kapeluszem;
Do papieżaby poszła, a został bez pracy....
I dziwić się, że krzyczą: „Niech żyje Ignacy“!

Darmozjadów, drągali, aferzystów, kupców,
Na najpierwsze urzędy pcha największych głupców.
Tancerzy do przemysłu, muzyków do wojny,
Gdyby wiedział Massaryk, toby spał spokojny.
Jeszcze parę lat tego, a będzie „finita“:
Już teraz jest „Rzecz Babska“ a nie „Pospolita“.

Rozumiem, że mogłaby być światu bez ceny,
Do niej mogliby zsyłać, nie świętej Heleny,
Mogłaby straszyć dzieci, grać za sceną grzmoty;
Czyż wreszcie niema w Polsce forsownej roboty,
Szycia, prania, froterki? Dom płonie, czas nagli,
A daćby raz jej w darze narodowym magli!
Niech plotkuje, niech waśni, o to przecież mniejsza,
Niech będzie Ignacowa — lecz nie najjaśniejsza!

Każda inna Helena szyje, zmywa, pierze:
Ta jedna albo w Zamku, albo w Belwederze.
Najważniejsze papiery ma pod swoją stratą,
Najciemniejsze figury włażą i wyłażą,
Same stare, bezpłodne baby naokoło:
Do djabła! Gdy warjować — to choć na wesoło.

[ 75 ]

W czepku Polska się rodzi? O mój Boże mocny!
Cóż z tego, gdy ten czepek, to jej czepek nocny!

A to ładne porządki, a to w Polsce pięknie,
Czekajcie, a ze śmiechu zagranica pęknie,
Jeszcze trochę zabawy, a zrobi się smutno,
Zapłacimy za szycie, za nici, za płótno,
Za lalki! — Lepiej fora, póki czas, i — ręką.

Z fortepianu nic temu, który śpiewa cienko.





Pisane jesienią 1919 r. — w tym samym prawie czasie, kiedy jeden po drugim ukazywały się świetne artykuły Adołfa Nowaczyńskiego o pani Paderewskiej i jej fraucymerze. Potomność zaledwie uwierzy, ze o najważniejszych wtenczas sprawach w Polsce miały głos najpierwszy panie: Helena Paderewska, Lucyna Kotarbińska i Jadwiga Czaki (niegdyś, bardzo temu dawno, miała własne stronnictwo). A jeżeli dziś jeszcze biada się czasami, że minister Thugutt ubliżył królewskiemu godłu Polski, ściągając mu z głowy koronę — nie trzeba zapominać, że i pani Paderewska pohańbiła białego orła, zapędzając go do swego kurnika, niby — w najlepszym razie — orpingtona. I jeśli jest to, dalej, prawda rzetelna, że najrealniejsze nasze interesy na Zachodzie zaniedbano niedawno dla złudnych korzyści na Wschodzie — to należy pamiętać, że nie tak znów dawno i zachodnie kłopoty i wschodnie mrzonki musiały iść na bok, gdy szło o najważniejszy w Bristolu postulat: jaja na miękko lub na twardo dla Ignasia.

Śmiało też rzec można, że nic innego, tylko „zła żona“ ulubieńca narodu była jego — powiedzmy — „wyprawą kijowską“.




#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1929. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1953 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1929 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1929 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false