Wiersze sentymentalne/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor Kornel Makuszyński
Tytuł Wiersze sentymentalne
Pochodzenie Połów gwiazd
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Druk Drukarnia „Słowa Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały tomik
Indeks stron
[ 75 ]

WIERSZE SENTYMENTALNE




[ 77 ]

SNY NAD KSIĘGĄ



jest smutny swą radością dzień wiosny zaślubin,
Ze słońcem; co się mocą swą rodzącą chwali,
Coś zwierza kwiatom motyl, tęczowy cherubin,
Mewa miłość spowiada rozkochanej fali.

Moc pragnień przyszła ku nam i dusze nam wiąże,
Żarem snów pluszcze na nas morza toń niebieska:
Miłujmy się... ja będę jak dantejski książe,
Paolo będę dobry, ty zaś jak Franczeska.

Nie patrzmy sobie w twarze, splećmy razem ręce,
Niech nam oczy do zmierzchu wieków rwie tęsknota,
Usta mamy dziecięce i dusze dziecięce,...
Czytajmy... będziem razem czytać Galeotta.

Coś czyni, że mi głos się na warg progu łamie,
Słów wonność bije w głowy, jak kwiecia opiłość,
Ktoś miękkie bardzo kładzie nam na szyje ramię
I ktoś ciągle powtarza łkaniem słów: to miłość.


[ 78 ]

Czytajmy, a niech dusza Jękiem nam się znoi,
Nasłuchując, czy wrzawą nie zakrzykną głusze,
Że rycerz straszny bieży do nas w czarnej zbroi
I mieczem w nas zaślubi naszą krew i dusze.

Albowiem tak się kończą sny błogosławione,
W słonecznej opowieści — scena tragediante.
Cieszmy się śmiercią cudną! Ktoś idzie w tę stronę...
...To nie rycerz... To idzie zadumany Dante...






[ 79 ]

WOŁANIE



Do południowej dusze wysłaliśmy ziemi,
W pomarańczowe gaje w złotem słońcu złote,
A samiśmy zostali samotni i niemi.

A za duszami oczu słaliśmy tęsknotę,
W gromadę jedną zbici jak ptaki przed tuczą,
Na południe wciąż patrząc, przez łzy i przez słotę.

Kędy się teraz dusze nasze biedne włóczą?
Czy warg dreszczem całują cuda marmurowe,
Czy się na jakich gruzach snów o śmierci uczą?

Lub może połą czarnej szaty skrywszy głowę,
O cyprysowych trupów rząd się wsparłszy długi,
Naszymi płaczą łzami w noce księżycowe?

Módlmy się duszom jękiem jesiennej szarugi,
Mówiąc, że we wsi naszej miast drzew rosną krzyże,
I że ręce nam mdleją, gdy wodzimy pługi.


[ 80 ]

Że nocą śmierć podchodzi w naszych chat pobliże
I wyje, jak wilk głodny; i że ból nas toczy
I że z nóg hijobowych rany jak pies liże.

Niech już wrócą i krwawe nam obmyją oczy
Wodą toni niebieskich z południowej ziemi,
Dokąd poszły sny znosić z słonecznej przetroczy.

Oczyma na południe patrzymy szklanemi:
Niech przyjdą choć z wód graniem, z cyprysów szelestem,
Bowiem sami jesteśmy, samotni i niemi.






[ 81 ]

O DUSZY



Poczęta byłaś, duszo ma, w tęsknocie,
Poczęta byłaś w smutku, duszo moja:
Anioł stał w słońca stworzonego złocie
U wieczystego zdroja,
A kiedy skrzydła twoje kładł na wichrze,
Łzy tobie, duszo, spowiadał najcichsze.
A kiedy tobie światłość kładł na lice,
Najserdeczniejsze szeptał ci tęsknice,
Poczęta byłaś w smutku duszo moja...

A przeto nocy cichej błogosławię,
Bowiem są ze mną wszystkie smutki moje,
A przeto tobie, duszo, błogosławię:
Smutna, anielskie bierzesz na się stroje,
Swietlica moja lśni w anielskie] zjawie
I anioł smutny wchodzi w me podwoje.
O, duszo moja!

Tym, coć szukają, patrząc w ludzkie twarze,
Nie powiem, kędyś jest

[ 82 ]

I kędy twoje lśnią anielskie straże,
Ale im powiem słowa smutne bardzo,
I twarz im smutną ogromnie pokażę,
O, duszo moja!

Niechaj ci oto nikt nie spojrzy w lice,
I niech nie widzi skrzydeł twoich w locie,
Niech nikt nie wedrze się w pierś, w tajemnice,
Niech nie dostrzeże ciebie w widzeń złocie.
Niechaj — kto smutny nie jest, — nie usłyszy
Anielskich szeptów, spowiadanych ciszy,
O, duszo moja!

A dzieło, które oto z ciebie będzie,
O, najsmutniejsza anielska siostrzyco,
Niby przesmutne zjawi się orędzie,
Nie oświetlone słońcem, błyskawicą:
Dziecię, poczęte w smutku — smutne będzie.

O, smutna duszo moja, czekająca
Kiedy się anioł, kochanek ukaże!
Każdy szept skrzydeł jak harfę cię trąca,
We łzach odbite śnisz anielskie twarze;
A otoś wtedy jest oblubienica
Anielskich rojeń pełna i promieni,
I smutku pełna i tęsknot i łkania,
Ukochanego czekająca lica

[ 83 ]

I straszliwego jak śmierć miłowania,
O, duszo moja,
Duszo czekająca!

A nie jest miłość twoja z łez strumieni,
Ni z hymnów, śmierci głoszących wyznanie,
Ni siadująca pośród nocnych cieni
Z rozpacznem słowem kędyś na kurhanie.
A oto ci się jak tęcza nie mieni,
Ani jak zorza wschodząca w zaranie,
Ani jak złotem malowane płótna:
Miłość jest twoja jak burza ogromna,
Jako szept cicha, jako śmierć niezłomna,
A jako anioł smutny bardzo, — smutna.






[ 84 ]

SPIEKŁEMI USTY



Przez piersi wyłom, przez serca podwoje,
Wejdź we mnie ciszo, wielka i najświętsza,
Jak siostra dłońmi ściśnij skronie moje,
O, ciszo wielka, o ciszo najświętsza!
Z krwią mą serdeczną spłyń do żył mych wnętrza,
Bądź myślom moim jak srebrna kotwica,
Ciąż w bezdno straszne, niech się nie kołyszą,
Bądź oczom niby zmora bladolica,
Jeno wejdź we mnie, ciszo, wielka ciszo!

A jeśli ciebie wołam nadaremno, —
Cóż mi!... W odmęty głową w dół się zwalę,
I będę szumem dyszał, co nademną,
Oczy me własnym oddechem rozpalę,
Jakiemś straszliwem światłem piorunowem,
I własnem mem się będę dławił słowem...
Wśród łez,
Wśród smutków, co nademną wiszą...
O, wejdźże we mnie, ciszo, wielka ciszo!...


[ 85 ]

(Łkasz, duszo moja — ?)

Wejdź we mnie, ciszo. Jak niezmierna woda,
Wet mnie w ramiona, w swoich fal upusty,
Otoć pożądam całą żądzy siłą,
Otoć pożądam spragnionemi usty;
Chcę, by się dwoje warg twych w moje wpiło,
Ciszo, niezmierna ciszo...
Zcałuj mi każdy myśli błysk ze skroni,
Z ust mych spękanych wyssiej każde słowo,
Chcę czuć na oczach senność twoich dłoni,
Chcę powiew skrzydeł twoich czuć nad głową,
Ciszo, niezmierna ciszo!...

(Łkasz, duszo moja — ?)

Targaj się serce, choćby w strzępy... w strzępy...
Jakoż ci ciszy pożądać, siostrzycy?
Łkaj, duszo moja!
Jakoż spragnionej tobie iść do zdroja:
Oto jest pożar w tobie z błyskawicy
A oto smutki twoje są jak sępy,
I jako sępy ponad tobą wiszą...
................
Łkaniem cię wołam: Ciszo, wielka ciszo!






[ 86 ]

SEN DOBRY



Zmęczone oczy masz od daremnego czekania
Uśnij, a niechaj w śnie radość ci wielka się przyśni.
Niech się dokoła, wkrąg kwiat wszelki przed tobą słania,
Niech ci na oczy sny padają jak kwiecie wiśni.

Uśnij. Niech w dobrym śnie krew nawet nie puka w skronie,
A gdy Szczęście wśród mar nad twarzą twą błyśnie białą:
Nie otwieraj już ócz, śnij dalej, lecz już — po skonie,
Albowiem tylko tak twe Szczęście już będzie trwało.






[ 87 ]

SKOSTNIAŁOSC DUSZ



Radujcie się weselem,
I uciechą się cieszcie,
Strojna idzie tu zielem
Radość ku wam nareszcie!

— Spojrz na lic naszych bladość,
Jak żałobę po stracie:
Brak nam serc już na radość,
Biegnij dalej, o bracie.


Bijcie w dzwony na trwogę,
Niech kto może, ucieka,
Łzy zalały w świat drogę,
Łez nadpływa tu rzeka!

— Niechaj płynie w wód szumie,
Nikt z nas nie jest strwożony:
Nikt już płakać nie umie,
Biegnij w inne bić dzwony!



[ 88 ]

Jezu! Rozpacz się włóczy,
Po złocistym zagonie,
W zboże grad bije z tuczy,
I dobytek wasz płonie.

— Kogo strata ziarn tłoczy,
Niechaj płacze nad niwą;
Rozpacz dawno nam oczy,
Zamieniła na szkliwo.


Idzie Śmierć w waszą stronę,
Niech duch wszelki się modli,
Wijcie z kwiatów koronę,
Niech zatrwożą się podli.

— Odejdź, pośle nieskory,
Nikt się łkaniem nie splami:
Śmierć przez wszystkie wieczory
I dni wszystkie jest z nami.






[ 89 ]

JESIEŃ



Stańmy... ktoś nasze wypatruje ślady
Po zmiętych liściach i za nami chodzi...
Przytul się do mnie... ktoś ogromnie blady...
Dojrzałem... cicho!... ktoś, jak nocny złodziej...

Nie, to nie złodziej! Stańmy w cieniu drzewa, —
Sami jesteśmy, — droga we mgłach pusta.
Pot mi tak z czoła spada jak ulewa,
Krew czuję w ustach... pękają mi usta.

Jeśli to ona i jej mętne oczy —
Sam się zadławię, nim się ku mnie rzuci...
Co mówisz? kto to?... Śmierć za nami kroczy?
A ja się zląkłem!... Wołaj, niechaj wróci...






[ 90 ]

SMUTNY KRÓL



Na jaspisowym tronie siadł
Król dobry w złotej sali.
Zaduma legła mu u stóp,
Znak dała, by nie grali
Grajkowie, (których było stu,)
Na lutniach swych z korali.

„Odejdźcie... — rzekła — dobry król
Na twarz położył ręce,
A choć jest dziś słoneczny dzień,
Król dobry zamarł w męce...
Niech zmilkną serca waszych strun,
I dusze w was dziecięce...“

Przecudna zbiegła mu do stóp
Niewiasta z swej komnaty:
„Dlaczegoś, Królu, smutny jest,
Coś w radość był bogaty?
Powiędły w kraju twoim dziś
Ze smutku wszystkie kwiaty!...“


[ 91 ]

Mówiła druga szeptem warg:
„W ogrodach twoich, Panie,
Południe złoty sypie żar,
Dla ziemi — miłowanie.
Więc pójdźmy, dobry Królu mój,
Na cudne winobranie...“

A trzecia, (Królu! królu, spójrz!)
Śmiech goniąc w sale pusty,
Przybiegła jak anielski grzech,
Słonecznej szał rozpusty,
I by ci smutek z duszy zdjąć,
Dotknęła ust twych — usty!

Co czynisz w szale własnych rąk?!
Błysk w oczach ci się pali...
Po coś ty przyzwał Śmierć, by ją
Wywiodła z złotej sali?!
Krew jej na białą zbiegła twarz,
Czerwone łzy z korali...

Tyś dotąd był jak skarbnik zły,
Swych skarbów pan rozrzutny,
Wszak chciała smutek zdjąć ci z warg,
Dlaczegoś tak okrutny?...
A w łkaniu rzecze dobry Król:
„Dziś chciałem raz być smutny...“



[ 92 ]

ZAWIŁOSĆ



Jedną idziemy wciąż drogą,
A coraz jesteśmy dalej,
Po jednej błądzimy fali,
Łodzie się spotkać nie mogą.

Wołamy siebie imieniem,
Nie znając siebie nawzajem,
jednym błądzimy wciąż krajem,
Nie mogąc znaleść spojrzeniem.

Nie mamy celu podróży,
A wciąż jesteśmy w pogoni,
Nie chcemy połączyć dłoni,
Choć jedna droga nas nuży.

Cudna zaiste zawiłość!
Któż pierwszy w drodze ustanie?
Bo jedno mamy pytanie:
Czy to nienawiść, — czy miłość...






[ 93 ]

WIEŚCI HIOBOWE


(Rufferowi).

Hej! z wieścią idę, że wiśniowe sady
We mgłach, milczące... Otwieraj komnaty,
Puść mnie; a oto z trwogi jestem blady...
W zanadrzu niosę ci umarłe kwiaty,
Wetmij je niby kwietne całowanie
Z ust moich — smutne od sadów posłanie.

Szumi a szumi sad i w mgły się stroi,
I o skonaniu wszem naokół prawi...
Otoć wysypię kwiecie u podwoi —
Och I łza na kwiecie padła,
Serce krwawi...
Wiosenna mara między nas się ciśnie,
W komnatę wchodzi...
Woń cudna się kładzie
Na dusze smutne!
Bujasz, o duszo, gdzieś w wiśniowym sadzie...
O, jako pachną wiśnie,
Niby królewskie w kadzielnicy ziele,
Tak ono kwiecie wonieje wiśniowe...


[ 94 ]

I oto stąpa dusza twoja blada,
A kwiecie drogę całą cicho ściele,
I oto kiedy w górę wzniesiesz głowę,
Na usta pada, i na oczy pada,
Kwiecie wiśniowe...

Otwórz komnatę, bo mi jesień zwarzy
Umiłowane cudne kwiecie twoje
Kradzione wichrom, z pod śmiertelnej straży...
Wiśniową bielą czoło ci ustroję,
Może ożyje jeszcze i zabłyśnie:
Przypomnisz wiosnę
I kwitnące wiśnie.

Zamarzą ci się owe białe puchy,
W miesiącu srebrne, promieniste w słońcu,
I szmery owe i owe posłuchy,
I smutny anioł gdzieś na ścieżki końcu,
Chodzący pośród kwietnych malowideł
I strząsający puchy końcem skrzydeł...
Zamarzy ci się wiosna...
Twoja wiosna.

Otwórz komnatę i wyjdź!
I wetmij kwiecie w ręce
Albowiem dziwne są w niem tajemnice:
W ciszę zapadnie serce, — jeśliś w męce,

[ 95 ]

A jeśliś w smutku, — rozradujesz lice,
A jeśliś cały jak w tęczy, w uśmiechu —
Załkasz i braknie ci do słów oddechu..!
Otwórz... Hej! jesień idzie,
Idzie burza!...
Skryć mi potrzeba twe wiśniowe puchy,
Bo oto niebo całe się zachmurza
I z gromów będą i z mgieł zawieruchy...
Otwórz, bo burza rośnie...
Weźmij na piersi kwiat,
A każdy sen twój niech będzie o wiośnie!...






[ 96 ]

WSPOMNIENIE OCZU



Błogosławiony smutek w twych źrenicach,
Z których wypiłem, włóczęga niesyty,
Dobroć niezmierną. O, ty, w błyskawicach
Chodząca świetnych, której cudne świty
Anioły czynią ze słońcami w licach,
Z mych słów na czole masz dyadem wity;
Błogosławiona bądź za oczy smutne,
Nędzne, straszliwe, dobre i okrutne.

Za oczy owe, w których oszalała
Dusza się moja wciąż przegląda próżna,
Patrząca, czyli jest z tęsknoty biała.
Oto twym oczom dusza ma jest dłużna
Szaleństwo swoje i szaleństwo ciała.
Spojrzyj, a oto będzie mi jałmużna
Spojrzenie owe jadem trucizn zdradne,
Bo, chory bardzo, śmiercią wtędy padnę.






[ 97 ]

O SERCU ŁKAJĄCEM



Anielski lot
Wśród zorzy nie jest cichszy,
Pójdź w ramion splot,
Niech świat się nam zawichrzy...

Słyszysz, jak gra
Powietrze i w skroń wali?...
Słyszysz... coś łka...
Och!... serce!... Płyńmy dalej ...






[ 98 ]

GOŚĆ



Przybłąkał się do mnie gość,
Wichr, wieczny pól wędrowiec,
I śpiewa: mam męki dość,
Przekląłem już manowiec.

Wieczysty wciąż gna mnie ból,
I śmierci służyłem wiernie,
Traciłem oddech wśród pól,
Raniłem pierś o ciernie.

Znęcił mnie spokój twych izb,
Co duszy się uśmiecha,
Znęciła mię miękkość przyzb,
Twej chaty złota strzecha.

Zapomnij, żem ciebie gnał
Przez skały i przełęcze.
Tyś już pogrzebał szał,
A ja się męczę... męczę...


[ 99 ]

Zapomnij, żem ciebie wiódł,
Goniąc za twym żywotem,
Przez zimno nocy i głód,
I bryzgał w ciebie błotem.

Niech dotknie dziś moich ust
Łaskawa twoja ręka,
Skryte wśród wietrznych chust
Serce mi moje pęka...

Odrzekłem: o, bracie mój,
Ułożę cię w posłanie,
Za progiem twój został znój,
I twoje wędrowanie.



[ 100 ]

A kiedy spadł pierwszy liść,
Wśród łez mi wichr zaśpiewa:
Przyszedłem, a muszę iść,
Śmierci twe pragną drzewa.

Gdym zebrał złoto mych zbóź,
Lata przecudne śmiechy,
Wichr śpiewa: odchodzę już
Dąć pożar w twoje strzechy.

Gdym smutny leźał jak głaz,
I płakał pokryjomu,
Wichr śpiewa: mnie w drogę czas,
Dach zerwać z twego domu.

A przetom porzucił sad,
Stodoły me i chaty,
Przedemną wichr znaczy ślad,
Ja idę za nim w światy.

Wieczysty wciąź gna mnie ból,
I śmierci służę wiernie,

[ 101 ]

Oddechy tracę wśród pól,
I ranię pierś o ciernie.

Gdzieś za mną dobytek mój,
Bujnym się ogniem pali,
ja zasię i wichr i znój
Idziemy w szczęściu dalej.






[ 102 ]

ADWENT

 

(M. RILKE)

 

Daj uściśnienie mym dłoniom serdeczne,
W uścisku zimnych moich ust tknij usty,
Potem przez drogi powędrujem mleczne,
Przez kraj łąk potem powędrujem pusty...

Wśród deszczu kwiatów białych nasza droga,
Słońce nas w rannej całuje godzinie:
Oto idziemy naprzeciwko Boga,
Który przyjść musi ku nam po równinie.






[ 103 ]

DROGA W SEZAMY



Niech się otworzą skarby sezamowe
Na nasze wnijście. Dziś jest twoje święto —
Wybieraj: życia mojego połowę,
Albo te skarby, które tu zamknięto.
Wiem co wybierzesz, masz pomysły zdrowe,
Królewną nigdy nie będziesz zaklętą.
Więc nie namyślaj się zbyt długo w bramie,
Wejdźmy do skarbca. Otwórz się, Sezamie.

Zabieraj wszystko, jest tych skarbów tyle,
Żebym cię całą odlać mógł ze złota,
A potem skrzydła dałbym ci motyle,
Abyś, gdy kwietna chwyci cię tęsknota
W bezruchu złotym stała i bezsile,
jak sęp, gdy w złote sidła się omota.
Potem z złocistej mojej zemsty dumny
Wśród marmurowe dałbym cię kolumny.


[ 104 ]

Przeto w Sezamy ciebie dziś przywiodłem,
Których umarli tylko strzegą stróże:
Rycerze cudnem błyskający godłem,
Nieporuszeni, rzezani w marmurze,
Na koniach, wiecznie z swojem zrośli siodłem.
Rano się w płaszczach białych a w purpurze,
Gdy słońcu wieczór krwią nabiegną oczy,
A czarni cali, gdy ich noc otoczy...

Smok, stróż zielony zdechł i złożon w trumnie...
Westchnij nad smokiem i wejdźmy w Sezamy.
Czekaj... Rycerze ci coś patrzą dumnie,
Więc się pokłońmy rycerzom u bramy.
A teraz chodźmy. Och, przybliż się ku mnie,
Po smoku doły zostały i jamy,
Droga jest wielce podstępna i śliska,
Ludziom cnotliwym wśród smoków siedliska.

Nurzaj się teraz i bierz dziesięciny
Lecz — bez rachunku z wszystkiego, co jest tu.
W tej skrzyni złoto jest, a w tej rubiny,
A w tej się perły sypią bez szelestu.
Och, tej nie tykaj! Z dramatycznej miny
I z broniącego szerokiego gestu
Poznasz te skarby, — (wzrok mieć muszę mglisty),
Tu są najdroższe rzeczy: twoje listy.


[ 105 ]

W tej są Romea słowa i Giuletty,
W tej sny kochanków, co zmarli oboje,
W tej złoty wieniec biednego poety
Co z głodu umarł. W tej są kłamstwa moje,
W tej są prawdziwe łzy jednej kobiety,
W tej są do przysiąg teatralne stroje,
W tej?... Skrzynia cudnie rzezana i złota:
W tej jest fałszywy brylant — twoja cnota.






[ 106 ]

WIERSZYK



Rzuć mi na szyję jak więzy — ramiona,
Lećmy... wichr porwie nas w anielskie loty,
Byle od ziemi, gdzie ktoś ciągle kona,
Lećmy — a dokąd? Choćby w księżyc złoty!

Pęd nasz po drodze gwiazd tysiąc w proch zetrze
O!... jako wichry twarze ogniem chłoszczą...
Anielskim szlakiem lećmy przez powietrze,
Niechaj mi ciebie anioły zazdroszczą!...






[ 107 ]

WIERSZ SENTYMENTALNY



Nastrójcie gęśle! Niech się myśl rozprzęże,
Wesele czyńcie, niech będzie wesele,
Niech przyjdzie, miłość kto nosi na czele.
Niechaj odejdzie, kto ma w sercu węże.

Rzućcie mi kwiecie na piersi, na lice,
Niechaj oddecham jeno kwiecia wonią,
A oczy mi się szczęściem mnogiem płonią,
Bo oto wwiodłem w dom oblubienicę.

Nastrójcie gęśle, kto ma struny złote
I kto potrafi wygrać miłość moją!
Spójrz, jasna moja! Nawet strun nie stroją!...

ja zasię włosów twoich w harfę wplotę
I wygram tobie miłość przeogromną,
Że ci, co słuchać będą — nie zapomną.

[ 108 ]

II.

 

Wesele czyńcie! Kto jest między wami
Komu żywota mego dam połowę?!
Kto nie zna piersi, by mógł oprzeć głowę,
Kto jest, co tęcze widzi, lecz za łzami?

Jeśli jest taki w godowej komnacie,
Niech prawi! Wszakże wielkie szczęście nasze:
Weźmij! Ja skronie tęczą ci opaszę,
Niechaj zostaną łzy na mojej szacie.

Nastrójcie gęśle! Niech się myśl rozprzęże,
Niech skrzydła w górę wystrzelą łabędzie,
Niechaj się wszystkim rajski sen uprzędzie!

Słuchajcie oto mnie, biesiadni męże:
Jeśli ktokolwiek wejdzie w te podwoje,
Niech weń uderzy słońcem — szczęście moje.

[ 109 ]

III.

 

Wesele czyńcie! Jaki blask w świetlicy...
O, pochwalona miłość, jako burza!...
W dłoniach mam słońce dla oblubienicy,
Precz stąd, kto w prochu skrzydeł końce nurza.

O, pochwalona miłość jako burza!...
Oto mam w oczach jak grot błyskawicy,
I stąpam w szczęściu cały, srebrnolicy,
I słońce rzucam lubej u podnóża.

Oto dłoń drżącą w mojej dłoni tulę...
jakaś się stanie świętość... czar odurza,
O, pochwalona miłość jako burza!

Niech was powaga stroi niby króle...
Pijaną słońcem uciszcie gromadę:
Bo oto usta na jej usta kładę...
................
O, pochwalona niechaj będzie miłość!...






[ 110 ]

PRZYSIĘGA



Przysięgam ci w obliczu nieba, gwiazd i Boga,
Że cię wszystką miłuję mocą i tęsknotą,
Że mi się w skroniach straszna rozpala pożoga,
Że mi się cudne węże wkoło serca plotą.

Że mam usta od pragnień chore i szalone,
I że miłość jest moja jak śmierć, a kochanie,
Jak rozpacz obłąkana; że jak żagiew płonę
I że — gdy ty odejdziesz — jedna śmierć zostanie.

Przysięgam ci krwią moją na mą krew i duszę,
Na wszystkie boże modły i na święte księgi,
I przysięgam ci... słuchaj!... to ci przysiądz muszę,
Żem nigdy nie dotrzymał — miłosnej przysięgi.






[ 111 ]

KSIĘŻYCOWA BALLADA



Pijany minstrel jestem tu,
Patrzący w noc z ukosa,
Od wielu nocy szukam snu,
Kochanko złotowłosa!...
Fałszywym śpiewem spędzić chcę
Tęczowych snów twych tysiąc,
Więc śpiewam tutaj w nocnej mgle,
Bo miłość chcę ci przysiądz...
Więc jeśli w strasznie nudnym śnie
Całujesz oczy moje...
Och, zbudź się! wszakże masz tu mnie,
Wszak pod twem oknem stoję.
Wyjdź, choćby naga
Choćby bosa,
Kochanko złotowłosa!

W zwierciadlanych szyb twych szkło
Rubiny słów mych rzucę,
Wszak śpiewam tu przez nocy sto,
Przez tysiąc jeszcze wrócę.

[ 112 ]

Ulituj się! Przed oczy mi
Mgły płyną strasznie szare,
Ulituj się, bo o twe drzwi
Roztrzaskam mą gitarę...
Ulituj się, kochanko ma,
Nim ranna spadnie rosa...
Ja płaczę, giermek za mną łka,
Kochanko złotowłosa...

Ach, wyjdź, nim stary wróci król,
A w zorzy już niebiosa,
Na straży stanie giermek Ból,
Kochanko złotowłosa!
To najpiękniejsza z moich ról,
Tragedya na teatrze:
Wszak z męki padnie stary król,
Nim mieczem na nas natrze.
Ach, wyjdź! do piersi mi się tul,
A za to, — na me imię! —
Elegię będzie miał twój król,
W kunsztownym bardzo rymie.






[ 113 ]

SAMOTNOŚĆ



Jesteśmy sami,
Weseli
Rozkoszy snem
I tęsknotą,
Jesteśmy sami
A oto
Ktoś trzeci wciąż nas dzieli,
I płacze łzami
Jak gdyby
Wciąż sypał w błoto
Perłami...
Jesteśmy sami,
A oto
Nigdy nie byliśmy sami,
Albowiem zawsze,
Wieczyście
Męka jest z nami...






[ 114 ]

PIJAŃSTWO



Od słońca spieki zmarły wszystkie me winnice,
A z cmentarza nie spłynie strugą wino złote.
Rozpędziłem satyry wszystkie i dziewice,
Których miłość jest z wina, w dom sprosiłem cnotę.

I z rozpaczy już wszystkie wypiłem — rozpacze,
Wszystką gorycz, żółć wszystką i jad złości lichy,
A gdy trunku mi braknie, to z wściekłości płaczę,
I zbieram jak w łzawnicę — łzy w rżnięte kielichy.

A gdy już zacznie płynąć krew z mych oczu zdroja,
I gdy wszystkie straszliwe już wypiję trunki,
Śmierć błyśnie z dna kielicha, bowiem, piękna moja!
Będę pił jad najgorszy: z ust twych pocałunki.






[ 115 ]

O WŁOSACH



Dotknąłem raz ustami włosów twych gdym chory,
Wynędzniały znużeniem, smutkiem i rozpaczą,
Mówił tobie jak w tęskne jesienne wieczory
Zgryzoty pod oknami memi ciągle płaczą.

A oto słońce wszystkie już wypiło słoty
I radością się w letnie płomieni wieczory,
Lecz pod memi oknami łkają wciąż zgryzoty,
Bom ustami tknął włosów twoich, gdym był chory.






[ 116 ]

POŻEGNANIE



Odchodzisz?... och! zaczekaj
Chociażby chwilę jedną,
Aż łzy wycisnę z oczu
I lica mi pobledną...

Już smętny być zaczynam
I rozpacz we mnie wzbiera.
Och, chwilę! jeszcze ustęp
Przeczytaj mi z „Wertera“.

A jutro z cudnym listem
Mój paź odarty, bosy,
Odniesie ci do zamku
Twe wstążki, klucz i włosy...






[ 117 ]

ZDRADA



Piękna niech będzie twej miłości zdrada,
Jeśli mnie zdradzisz. Niechaj twój kochanek
Nie będzie w masce, gdy pod dom się skrada,
Niech bluszczów nie rwie w podróży na ganek.

Tak czyni złodziej lub w komedyi lichej
Kochanek, w spełzłym płaszczu Almaviva,
Tak u Boccaccia wędrowały mnichy,
Lecz miłość płaszczem twarzy nie zakrywa.

Niech przyjdzie do mnie i w oczy mi brytnie
Krwią nienawiści. Ty z obliczem bladem
Przygotuj kielich z winem, lecz w truciźnie
I usta wonnym sobie namaść jadem.

Niech naprzeciwko stanie mojej twarzy,
I niech mi w oczy patrzy długo bardzo;
Ty ze sztyletem skrycie stań na straży,
I patrz, czy sobą oczy nasze wzgardzą.


[ 118 ]

Tragiczna będzie scena... Wśród łez zdroja
Odejdę krwawiąc, żem postradał temat,
Bowiem zbyt krótko trwała miłość twoja
A jam dopiero... rozpoczął poemat.






[ 119 ]

BARCAROLLA



O, boski Aretino! Wenecya z koronek
Kołysze się w księżycu, jakby łódź na fali...
Sama teraz być musi... Książę i małżonek
Sądzi żony niewierne w Tajnej Rady sali.

Weź lutnię. Pieśń rozpustną wpleć na struny złote
I niech księżyc nas chyłkiem wiedzie przez ulice,
Ja niosę w fałdach płaszcza miłość i tęsknotę,
Maski wdziejmy na twarze, złodziejskie przyłbice.

Noc się pławi we wodzie. Gwiazdy blade płyną
Dnem kanałów, a księżyc jak gondola pływa.
Szumi nam w głowach razem z krwią fałszywe wino,
Zasię w żyłach nam miłość szaleje fałszywa.

Nie śpiewaj... Noc wenecka zaraz się rozśpiewa
I echem rym rozpustny do słów twoich doda.
Kapitele tych kolumn zaszumią jak drzewa,
Pod Mostem Westchnień łzami załka zaraz woda.


[ 120 ]

W tych murach pieśń zmartwiała. Gdy Wenecya skona,
To będzie skon królewski, jak przy harf muzyce:
Gwiazda w topiel zapadnie, urwie się kanzona,
Śmierć nawet śpiewać będzie, płynąc przez ulice.

Przystańmy... lwy weneckie włóczą się po mieście,
Psotny księżyc je wszystkie nocną zbudził porą.
Cisza jakby stróż nocny dzwoni wciąż w szeleście,
Sen złoty śni w przystani złoty Buccintoro.

Trup leży?... Och, rzecz drobna... Krew jest na marmurze,
Umarł pięknie; tu miłość chodzi z śmiercią w zmowie!
Rwał z ust krwawych i rzucał jej przez okno róże,
A ktoś piosnkę mu przerwał sztyletem w połowie.

Nie tędy!... tam jest pałac. U wejścia dwie trumny:
Gondole. Barwne okna śpią w ramach z ołowiu...
Jej okno czuwa senne... policzmy kolumny —
jest za siódmą, tęczowe. Miej rym w pogotowiu.

Idziemy na wspaniały w sennej fali połów,
A serce we mnie bije, choć się mar nie trwożę,
jak wszystkie razem dzwony weneckich kościołów,
Kiedy doża w dal płynie, by zaślubiać morze.

Rwij struny, Aretino! Gdzież księżna na świecie,
Której szałem nie porwą słowa twoje wonne!

[ 121 ]

Dreszcz przejmie karyatydy, które na swym grzbiecie
Dźwignęły pałac z wody... Zamilcz!... Na Madonnę!...

Z za okna swą złocistą wychyliła głowę
I szepce kochankowi, że książe na Radzie...
Księżyc smętnie ogląda spinki brylantowe,
Które on ma w trzewikach i rubin na szpadzie...

...Tąsamą wróćmy drogą, boski Aretino,
Z lagunów już na żaglach cudne płynie rano.
Pójdź, wspaniały poeto, pić fałszywe wino
I łzy spijać fałszywe kryształem z Murrano.







#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1929. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1953 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1929 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1929 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false